Po ostatnich wydarzeniach całkowicie wyłączyłem domofon, a sąsiadka zareagowała bardzo nerwowo…

Istnieją ludzie, którzy uważają, że wszyscy są winni, tylko nie oni, więc jeśli np. rozbije im się kubek, albo wysypie makaron na podłogę, to i tak uważają, że to nie jest ich wina. Gorzej, jak to stanie się np. na wspólnym korytarzu w bloku – coś się rozbije, rozsypie, ale winowajcy to nie obchodzi, bo nie czują się winni, więc taki stan rzeczy zostawiają bez myślenia o tym, że ktoś może się na tym poślizgnąć i coś sobie przy okazji złamać. Tacy ludzie potrafią też zaparkować tak samochód, aby nikt inny nie mógł ani przejechać, ani przejść. Zupełnie nie interesują się otoczeniem i innymi ludźmi. Dziecko takich aroganckich rodziców potem także powiela te same zachowania i wierzy, że nawet, jeśli coś zepsuje czy pobrudzi, to od tego są inni ludzie, którzy mogą się tym zająć. Niestety, moi sąsiedzi są takimi ludźmi.

Wróciłem tego dnia z nocnej zmiany. Położyłem się spać i ledwo zamknąłem oczy, a już ktoś zaczął dzwonić domofonem. Zapomniałem go wyłączyć! Zwykle włączam go tylko wtedy, kiedy na kogoś czekam. Kiedy odebrałem, jakaś dziewczynka prosiła o otwarcie drzwi. Otworzyłem i wróciłem do łóżka, ale niestety, ktoś ponownie zaczął dzwonić, tym razem do drzwi. Nie dają spać! Otworzyłem je i na progu stała kobieta z wykrzywioną twarzą w sztucznym uśmiechu i powiedziała:

– Masz chyba wyłączony domofon i córka się nie mogła dodzwonić, przez co sama musiałam wrócić od koleżanki z piętra wyżej i mu otworzyć.

Po prostu tak powiedziała, bez żadnego „dzień dobry” ani „przepraszam” i oczywiście od razu zwróciła się do mnie, jak do jakiegoś kolegi. Ja jeszcze zaspany od krótkiego snu odpowiedziałem:

– przecież ją wpuszczałem.

– To pierwszy raz, a kiedy poszła do piekarni po raz drugi, nie mogła już wejść do środka.

– Dlaczego ona do mnie dzwoni, a nie do Pani?

– Bo tak – odpowiedziała bezczelnym tonem, a potem dodała: – Tak trudno Ci otworzyć?

– Tak, ciężko.

Nie odpowiadając, pobiegła na dół, a na koniec sycząc powiedziała: „Wal się”.

Wieczorem znowu ta sama sąsiadka przyszła do mnie z pretensją:

– Domofon znowu wyłączony?

– Tak, trzeba chodzić z kluczami i tyle.

– Włącz natychmiast! Moje dziecko ma wchodzić kiedy chcedo bloku!

Oczywiście nie posłuchałem tej chamki…

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzynaście + 13 =

Po ostatnich wydarzeniach całkowicie wyłączyłem domofon, a sąsiadka zareagowała bardzo nerwowo…