Mój były mąż zawsze gardził tak zwaną pracą w domu. Przyjmował za oczywistość świeże obiady, uprasowane koszule, sprzątanie i wszystko inne, co wiązało się z jego życiem oraz wygodą w czasie wolnym.
Tak, zarabiał znacznie lepiej niż ja, ale na tym kończył się jego wkład w rodzinę. Musiałam zawozić dziecko do przedszkola, odbierać je stamtąd, a potem spieszyć się do domu, żeby powitać męża gorącym obiadem, bo wczorajszego na pewno by nie zjadł. Po pracy oglądał wiadomości lub mecze piłkarskie, a ja wykonywałam wszystkie inne prace domowe.
Z biegiem lat postawa mojego męża wobec mnie była coraz gorsza i traktował mnie jak zwykłą służącą. W ogóle mnie nie zauważał, za to coraz bardziej przyglądał się naszej sąsiadce. Gdy go o coś prosiła, mąż rzucał wszystko i biegł do niej, byleby jej tylko pomóc. Moja cierpliwość skończyła się w Dzień Kobiet.
Wyglądając tego dnia przez okno, zobaczyłam, że mój mąż zbliżał się do klatki z ogromnym bukietem kwiatów i rozpłynęłam się ze wzruszenia. Dawno nie dostałam od niego takich kwiatów, i pomyślałam, że mój mąż chce się zrehabilitować za te wszystkie lata, kiedy tak źle mnie traktował. Myliłam się. Mojemu mężowi podejrzanie długo zajęło wejście do mieszkania, a kiedy w końcu się w nim pojawił, wyszłam do niego z nadzieją, że zobaczę bukiet. Zamiast tego zobaczyłam w rękach męża skromną różę.
Kiedy od niechcenia wyciągnął różę i wymamrotał: „Wszystkiego Najlepszego!” zapytałam sarkastycznie: – Co, nie wypiłeś do końca kawy u Anki? Ale bukiet jej zdążyłeś dać, prawda?
Mąż nie spodziewał się takiego ataku, ale szybko otrząsnął się ze zmieszania i także zareagował emocjonalnie:
– Nie Twój interes! Nie masz nic lepszego do roboty niż wyglądać przez okno?
Tego było już za dużo i powiedziałam, że odtąd też będę robiła to, na co mam ochotę. Mąż wzruszył ramionami:
– Przestań cudować! Co na obiad?
Jego pytanie nawet mnie rozśmieszyło. Wielbiciel naszej sąsiadki nawet nie zrozumiał, co mu właśnie powiedziałam. Musiałam mu więc wyjaśnić sytuację:
– Zjesz sobie obiad, jak sam go ugotujesz! Ja idę spakować swoje rzeczy!
Potem zadzwoniłam do brata, żeby przyjechał po mnie i po syna. Czterdzieści minut później byłam już spakowana i wychodziłam z mieszkania, a kilka godzin później rozpakowywałam już swoje rzeczy w mieszkaniu rodziców.
Od tego czasu minęły dwa lata. Rozwiedliśmy się, dostałam po rozwodzie mieszkanie, a były mąż płaci alimenty, ale nie bierze udziału w wychowaniu syna. Ja teraz robię to, co chcę i nie muszę
spełniać wymagań niewdzięcznego męża. A gdybyście byli ciekawi, to nie, Anka nie przyjęła mojego męża pod swój dach z otwartymi ramionami. Teraz mieszka sam i musi sam uprać, ugotować i posprzątać. I dobrze mu tak.



