Klaudia smutno wpatrywała przez okno. Była jesień, pierwsze przymrozki. Bez czapki i szalika nie da się wyjść na ulicę, bo można naprawdę zmarznąć.
To był sobotni poranek. Dla normalnych ludzi to długo wyczekiwany dzień, kiedy po całym tygodniu mogą odpocząć, jednak dla niej to tak nie wyglądało. Kobieta nie spała całą noc – jej mąż rozłożył się na całym łóżku i głośno chrapał, a w pokoju unosił się nieznośny zapach oparów alkoholowych. Ostatnio jej mąż często sięga po alkohol. Nawet w dni powszednie wraca do domu o czwartej nad ranem i w takim złym stanie kładzie się do łóżka. Czasami, jeśli ma akurat na to siłę, to zaczepia słownie także swoją żonę:
– Co się tak gapisz? Co mi się tak przyglądasz? Gardzisz mną? Kto Ci dał do tego prawo, za kogo Ty się uważasz? Jesteś nikim. Dzięki mnie masz to wszystko – to ja wydarłem Cię ze wsi i przywiozłem do dużego miasta, więc jakim prawem teraz patrzysz na mnie z taką pogardą?
Klaudia nic nie odpowiadała na takie zaczepki. Nie wiedziała jednak, gdzie jest granica między tym, co on naprawdę myśli, a jego pijackim gadaniem.
– Milcz, bo oczywiście, tylko tyle potrafisz. Niewdzięczna! Wiesz, z jakimi ludźmi rozmawiałem i z jakimi mam kontakt? To wspaniali ludzie.
Mężczyzna wtedy zaczął opowiadać o swoich współpracownikach oraz o tym, co osiągnęli w życiu.
– Co Ty niby osiągnęłaś w swoim życiu? Myślisz, że skoro urodziłaś, to już wszystko? Kim Ty w ogóle jesteś? Nauczycielką w szkole… pff! Co to za osiągnięcie!
Klaudia słuchała długiego monologu męża, dopóki nie poszedł spać. Ale nie zawsze tak było – wcześniej bardzo ją kochał i świetnie się nią opiekował. Przeprowadzili się do Wrocławia, tam też na świat przyszedł ich syn. Wtedy Janek bardzo się cieszył z jego narodzin, a Klaudię wręcz nosił na rękach. Był bardzo dumny z tego, że ma synka. Potem, wraz z rozwojem jego kariery, wszystko się zmieniło. On też – teraz w końcu obracał się w środowisku ważnych ludzi, więc sam się taki zrobił.
– Jeśli tak mówi, to znaczy, że nie ma już z jego strony ani miłości, ani szacunku. Kiedyś twierdził, że praca nauczyciela to jeden z najszlachetniejszych zawodów, a teraz traktuje mnie jak podczłowieka.
Następnej nocy po tym, jak Klaudia położyła syna do łóżka i posłusznie usiadła przy stole z mężem, by powtórnie wysłuchać jego monologu, doszło do czegoś strasznego. Po długiej kłótni (chociaż ciężko to nazwać kłótnią, bo krzyczał tylko on) mężczyzna stracił panowanie nad sobą i uderzył Klaudię w twarz w twarz ze słowami:
– Powiedziałabyś coś chociaż!
Klaudia zakryła usta, żeby nie obudzić syna płaczem. Mężczyzna wiedział, że się nie obroni, dlatego zadał jej kolejny cios. Kiedy zasnął, Klaudia wciąż leżała na podłodze w kuchni i cicho płakała.
Wtedy też przypomniała sobie słowa swojej babci: „Dopóki jest siła, by walczyć, to trzeba walczyć do końca”. Niestety, walka o rodzinę nie miała już sensu, bo ta rodzina już nie istniała, nie było w niej miłości i szacunku. Mężczyzna nie spędza czasu z synem, dla niego to nie jest ważne, by chociażby na chwilę zobaczyć swojego synka. Dla Klaudii to, że ją uderzył, przelało czarę goryczy. Kobieta po cichu spakowała rzeczy swoje i dziecka. Chodziła wręcz na palcach, aby przypadkiem nie obudzić męża, który zresztą przestał być dla niej w ogóle mężczyzną. Zadzwoniła po taksówkę i wyszła z domu z sennym dzieckiem w ramionach. Wróciła na wieś, gdzie poznała swojego męża.
– Mam nadzieję, że już go więcej nie zobaczę – pomyślała Klaudia i od razu poczuła się lepiej.



