Pies zmienił miejsce zamieszkania

Mieliśmy w domu psa, który był szczeniakiem. Od urodzenia był kundlem rasy mieszanej – z dużymi łapami,  mokrym nosem, czarną błyszczącą sierścią, odstającymi uszami i bystrymi oczami.

Kiedy był mały, zaczęliśmy go przygotowywać do przebywania na zewnątrz w budzie. Teraz pewnie nie wyobraża sobie innego życia poza tą maleńką drewnianą konstrukcją. Uwielbia gonić kurczaki po podwórku, tarzać się w sianie, latem po świeżej, zielonej trawie, jesienią po mokrych liściach, a zimą po zamarzniętej ziemi. Jest mu u nas dobrze, dostaje trzy posiłki dziennie i może biegać po całym podwórku, a czasem nawet i dalej.

W zeszłym roku była jednak dosyć mroźna zima. Temperatura wcale nie podnosiła się w ciągu dnia, a w nocy dochodziła nawet do minus dwudziestu stopni Celsjusza. Strasznie bałam się wyjść z domu choćby na minutę, a dla naszego psa też nie były to dobre warunki. Martwiłam się o niego i przyszłam do taty z prośbą. Zapytałam go, czy nie sądzi, że nasz pies zamarznie w swojej budzie. Tej zimy niechętnie wychodził, a w ostatnich dniach, gdy przynoszono mu jedzenie, trząsł się i jadł z wielkim apetytem podwójne porcje.

Przypomniałam tacie, jak zimno jest teraz na dworze i o ile zimniej będzie w kolejnych dniach, jeśli wierzyć prognozom pogody. Mój tata był bardzo wyrozumiały, zorganizował spotkanie rodzinne, na którym jednogłośnie postanowiliśmy zabrać naszego psa do domu, dopóki temperatura nie będzie znów akceptowalna. Jeśli nie przez cały dzień, to przynajmniej przez noc.

– Ale to Ty będziesz odpowiedzialna za pogryzione kapcie – powiedział poważnie tata.

Moim zadaniem było mieć na niego oko, zabierać go na zewnątrz, kiedy tego potrzebował, i ogólnie odpowiadać za wszelkie psoty, które może wyrządzić, ponieważ nie był przyzwyczajony do takiego życia.

Kiedy tego wieczoru zabraliśmy go do domu, nie chciał iść, nie rozumiał, dlaczego i dokąd ma pójść. Jednak gdy tylko znalazł się w cieple, natychmiast się rozluźnił i skomlał, nie żałośnie, ale z zadowoleniem. Gdyby był kotem, pewnie zacząłby mruczeć. Był zdumiony, że cała rodzina wyszła mu na spotkanie i dała mu też trochę mleka.

Początkowo widać było, że jest wyraźnie przestraszony nowym terytorium, które musiał jeszcze poznać. Bał się gdzieś pójść, coś zrobić, trzymał się blisko mnie, obawiając się zapewne, że za byle przewinienie zostanie natychmiast wyrzucony znów na mróz.

Zaopiekowaliśmy się nim, wciągnęliśmy go do zabawy z piłkami, głaskaliśmy go i drapaliśmy za uszami. Tak aktywny na podwórku, w domu nie przypominał naszego psa.

Spał przy kuchence i nawet merdał przez sen ogonem, najwyraźniej szczęśliwy, że jest tu z nami, a nie sam w mroźną noc na zewnątrz.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzynaście − pięć =

Pies zmienił miejsce zamieszkania