Było to wiele lat temu, pracowałam wtedy jako kierowniczka restauracji. Byłam młoda, piękna i ambitna, a do tego rozwiedziona, z jednym dzieckiem i z zadartym nosem, bo wydawało mi się, że mogę zrobić z życiem to, co tylko zechcę.
Miałam też chłopaka – cudzoziemca, którego moje koleżanki bardzo mi zazdrościły, bo dawał mi prezenty, zabierał na przejażdżki jego luksusowym samochodem i fundował różnorakie same atrakcje.
Wieczór, o którym chcę opowiedzieć, był jak każdy inny – Paul siedział przy stoliku w rogu, jadł stek i sałatkę, a obok talerza stała butelka wody mineralnej. Na drugim końcu stolika leżały moje papierosy i zapalniczka oraz już prawie pusta szklanka wódki.
Tego dnia byłam zdenerwowana z powodu plotek i intryg między kolegami w restauracji, więc często podchodziłam do Paula, brałam duży łyk swojego drinka i mówiłam do niego głośno i podniecona. Jeśli moja szklanka była już pusta, wracałam na bar i przynosiłam sobie kolejną – pełną. Już od dawna piłam dużo i nawet tego nie zauważałam.
Pod koniec wieczoru w końcu usiadłam, żeby coś zjeść, ale jedzenie mi nie smakowało, paliłam papierosa za papierosem i mówiłam jak karabin maszynowy. Paul patrzył na mnie spokojnie swoimi uśmiechniętymi oczami i w pewnym momencie wyciągnął ręce, wziął moje dłonie i cicho, ale stanowczo powiedział: „Musisz stąd odejść. Zniszczysz się! Wiesz, że wyjeżdżam za miesiąc i raczej nie wrócę do Polski. Chcę się z Tobą ożenić, ale pod jednym warunkiem…”
Przebiegła synowa czeka, aż umrzemy, żeby przejąć nasze mieszkanie
W tym momencie Paul przestał mówić, opuścił wzrok i zamilknął. Przez chwilę pomyślałam, że chodzi o dziecko – pewnie chciałby, żebym go nie zabierała z nami do Holandii. Przygotowałam się, by wykrzyczeć gniewną ripostę, która była raczej przekleństwem pod adresem wszystkich mężczyzn na świecie. Jednak Paul po chwili kontynuował: „Chcę się z Tobą ożenić pod jednym warunkiem – obiecasz mi, że rzucisz picie i papierosy. W mojej rodzinie kobiety nie piją i nie palą, a i mnie to nie odpowiada”. Zamarłam jak posąg.
Oczy mi się napełniły łzami szczęścia i nie mogłam otworzyć ust, żeby mu odpowiedzieć. Wiedziałam, że mogę rzucić papierosy, ale nad alkoholem się nie zastanawiałam. Wydawało mi się, że nie piję aż tak dużo, a i tak wiele osób mówiło, że mam mocną głowę – zawodowe skrzywienie. Paul dał mi kilka dni do namysłu. Tej nocy w ogóle nie mogłam zasnąć. Przypomniałam sobie, ile razy odwoził mnie prawie pijaną do domu, nawet zdarzyło się, że musiał otwierać mi drzwi, bo byłam tak zamroczona.
Bardzo się wstydziłam. Był wspaniałym mężczyzną – uczciwym, czystym w uczuciach, religijnym, trochę staromodnym w kwestii miłości, ubioru i manier… Co takiego we mnie zobaczył? Nie miałam wyjaśnienia, ale wiedziałam, że jest moim szczęściem. W dniu naszego ślubu powiedział „tak”. Dziś jestem szczęśliwą żoną, matką i babcią dwóch uroczych dziewczynek. Z nami jest też mój dorosły syn, którego mąż adoptował.
Żyjemy w domu z dużym ogrodem, mamy dwa psy i trzy koty. Paul nadal jest opiekuńczy i czuły, sprawia, że czuję się kochana i pożądana. Czasami wspominam tamten wieczór w restauracji, widzę w myślach jego twarz – napiętą, dobrą, miłą… I za każdym razem mówię sobie: Jakiś dobry anioł czuwa nade mną, bo inaczej…Nie chcę nawet myśleć, co by się wtedy stało.
A co, jeśli nie doczekałabym końca jego wypowiedzi i nakrzyczałabym na niego? Na szczęście tego nie zrobiłam! A dziś mogę spokojnie powiedzieć, że w żadnym wypadku nie żałuję swojej decyzji.



