W tej chwili moja żona jest na urlopie macierzyńskim. Nie ma w tym nic dziwnego, zwłaszcza, że ledwo co 4 miesiące temu urodziła naszą córeczkę. Jednak jestem zmęczony od jakiegoś czasu jej zachowaniem i wolałabym, żeby to ona wróciła do pracy, a ja wezmę urlop tacierzyński i zajmę się córeczką. Kiedyś była bardzo pracowitą i ambitną kobietą kobietą, która bardzo chciała robić karierę zawodową.
Ja nigdy nie zmuszałem jej do pracy, bo zarabiałem na tyle dobrze, że na spokojnie mogłem utrzymać całą naszą rodzinę. Ona jednak po prostu czuła taką wewnętrzną potrzebę i po prostu praca ją cieszyła. Po narodzinach naszego dziecka zmieniła się ogromnie. Będąc na urlopie przestała o siebie dbać, przytyła i teraz potrafi leżeć pół dnia na kanapie oglądając jakieś durne seriale. Wcześniej była szczupła i atrakcyjna, a teraz wygląda jak balon…
Dobra, jeszcze zrozumiałbym to, gdyby była tak bardzo zajęta dzieckiem, ale nie, bo moja matka pomaga jej codziennie przy córce. W dodatku córeczka jest od początku bardzo spokojna, nawet rzadko kiedy płacze. Naprawdę miałem więc ochotę wysłać żonę do pracy i samemu zostać w domu, by zająć się dzieckiem. W przeciwieństwie do niej mógłbym też pracować zdalnie i nic nie straciłbym na tej zmianie. Przede wszystkim jestem uczulony na lenistwo i brak inicjatywy w drugim człowieku, a moja żona w tej chwili jest niestety uosobieniem tych dwóch złych cech.



