Niedawno pokłóciłam się z sąsiadką. To był moment, kiedy wracałam ze sklepu, a ona z pracy. Natalia wyglądała na zmęczoną, za to ja najwidoczniej wyglądałam zbyt energicznie, bo ona pierwsza mnie zaczepiła:
– Co Karolina, cały dzień siedzisz w Internecie, nic nie robisz, to masz siłę. Nie ma dla Ciebie normalnej pracy, prawda?
Nie chciałam specjalnie rozwijać tematu mojego miejsca pracy, ale nie wytrzymałam i musiała zapytać:
– Co nazywasz normalną pracą? Może taką, jak Twoja, że wyliczają Ci każdą minutę i nawet nie możesz zjeść spokojnie kanapki na przerwie, bo jak wrócisz z niej chociaż minutę później, to Ci to wypominają i odliczają z pensji?
Sąsiadka nie spodziewała się, że coś takiego usłyszy.
– Wszyscy tak pracują, to jest normalne, a nie siedzenie w Internecie przez 4 godziny i zarabianie marnych groszy. Każdy widzi, że to mąż Cię utrzymuje!
Po tym, jak żona przypadkiem wpadła na mieście na swoją dawną miłość, złożyła pozew o rozwód
To już bardzo mnie uraziło, więc pociągnęłam tę dyskusję dalej:
– Nie wiesz, ile zarabiam w Internecie, więc nie masz prawa mi niczego wypominać. Poza tym mój mąż mnie we wszystkim wspiera, dzięki czemu nie chodzę przemęczona tak jak Ty, bo Twój Waldek nawet sobie sam herbaty nie potrafi zrobić.
To bardzo zdenerwowało sąsiadkę, ale powiedziała:
– Jest się czym chwalić. Jak nie będziesz dbała o faceta i będzie musiał Cię wyręczać, to Cię zostawi i zostaniesz sama jak palec.
– Nie bądź śmieszna! Mój mąż mnie kocha za to, jaka jestem, a nie za to, że piorę mu brudne gacie czy gotuję. Ma trochę więcej wartości niż Twój nudny mężulek.
Wymieniając takie sarkastyczne uwagi dotarłyśmy w końcu na nasze piętro i rozeszłyśmy się do swoich mieszkań. Wydaje mi się, że Natalia powiedziała mi to wszystko, bo jest po prostu zazdrosna, a nie dlatego, że czuje się lepiej i ma „normalną” pracę oraz związek. Lepiej jednak niech już do mnie nic nie mówi i zajmie się sobą, bo ja – najwidoczniej w przeciwieństwie do niej – mam się dobrze.



