Słusznie mówią, że sąsiadów i rodziny się nie wybiera. Gdybym jednak wiedziała, jak wszystko się potoczy, nie kupiłabym na pewno tego domu.
W lipcu tego roku z mężem kupiliśmy mały dom na wsi oddalonej zaledwie kilka kilometrów od Białegostoku. Wcześniej w mieście zajmowaliśmy małą kawalerkę w szarym, smutnym wieżowcu, dlatego sprzedaliśmy ją i postanowiliśmy zmienić otoczenie, a kupno tego domu było świetną okazją. Oprócz tego mieliśmy zaoszczędzone jeszcze 30 tys. zł, dzięki czemu bez problemu udało się nam kupić taki dom, jaki sobie wypatrzyliśmy. Na początku nasze szczęście nie miało granic, dom jest w fajnej okolicy, przytulny, niedawno remontowany i cały jest otoczony dużym ogrodem.
W dodatku do miasta można było dojechać w 25 minut samochodem albo busami, które dość regularnie tutaj kursowały. Przystanek jest oddalony od naszego domu o zaledwie 5 minut. Naprawdę wszystko było tak, jak chcieliśmy, ale mimo tego nasza radość nie trwała długo.
Kiedyś mój mąż zauważył, że jakaś staruszka chodzi po naszej działce. Okazało się, że to sąsiadka zbiera trawę dla królików. Na początku byliśmy zaskoczeni, że zbiera trawę u nas, a nie u siebie, ale przecież nie będziemy jej trawy żałować, więc nic nie powiedzieliśmy. Sąsiadka mówiła, że wcześniej działka, którą kupiliśmy, należała jeszcze do niej, ale musiała sprzedać ją kilkanaście lat temu. Ten, kto od niej ją odkupił, nie miał problemu, z tym że od czasu do czasu zbiera trawę dla królików ze swojej dawnej działki. Twierdziła, że tutaj jest najbardziej zielona i soczysta, idealna dla jej króliczków. Z czasem jednak zaczęło nam to przeszkadzać, bo kręciła się już naprawdę po całej działce, zaglądała w okna, więc poprosiliśmy, żeby już tutaj nie przychodziła. Ona jednak to zignorowała i wciąż wchodziła na naszą działkę. Mąż w końcu się wkurzył i powiedział, że zamontuje ogrodzenie pod napięciem, skoro już zamknięta na klucz furtka nie jest dla niej przeszkodą, to może takie rozwiązanie ją w końcu zatrzyma.
Inny sąsiad często urządzał pijackie burdy. O dwunastej w nocy można było posłuchać muzyki, nawet jeśli się nie chciało. Sąsiad miał to jednak gdzieś. Kilkakrotnie wzywaliśmy do niego policję, dzięki czemu zyskaliśmy kolejnego wroga.
Niedawno ktoś posmarował naszą klamkę od furtki odchodami, a w zeszłym tygodniu pijany sąsiad przez płot wrzucał na naszą działkę śmieci i swoje brudne majtki. Nie wiem, jak zakończą się nasze konflikty z sąsiadami, ale mój mąż po prostu już nie wytrzymuje nerwowo tej całej sytuacji. Jak sobie poradzić z takimi sąsiadami? Macie na to, jakieś sprawdzone sposoby? Nie chcielibyśmy rezygnować z tego domu, ale nie da się tak żyć.



