Z moim teściem nigdy nie łączyły mnie mocne więzi. Tolerowałem go jako ojca mojej żony, ale nie darzyłem go sympatią. On też nigdy nie okazywał mi serca, nie chwalił, wręcz przeciwnie, tylko szukał pretekstu, żeby mnie skrytykować za zbyt niskie zarobki, brak smykałki do wędkowania i majsterkowania. Nie rozumiał, że byłem informatykiem i mój fach był inny, niż on sobie wymarzył. Spotykałyśmy się rzadko, tylko wtedy gdy to było konieczne.
Tego dnia przypadały urodziny teścia, na które, jak co roku byliśmy zaproszeni. Mieliśmy jechać całą rodziną, ale w ostatniej chwili, żonie wypadło spotkanie w pracy, na którym musiała być. Byłem wściekły, bo nie dość, że musiałem sam z dziećmi jechać do Bronisława, to jeszcze żona zabrała samochód i byliśmy skazani na komunikację miejską. Przed wyjściem z domu zadzwoniłem do ojca mojej moży i poprosiłem, aby ktoś wyjechał po nas na przystanek. Dom stał na odludziu, ponad sześć kilometrów od najbliższego przystanku autobusowego, a ja byłem z dwoma, małymi synami, oraz sporym prezentem pod pachą. Teść oznajmił miłym głosem, że nie ma żadnego problemu i ktoś po nas wyjedzie na przystanek.
Gdy dojechaliśmy na miejsce i wysiedliśmy, nikt na nas nie czekał. Padał drobny, zimny deszcz, a ja stałem z dwójką dzieci i wyglądałem nadjeżdżającego samochodu. Mijały minuty, ale nikt się nie pojawiał.
Wyciągnąłem telefon i wybrałem numer do teścia, ale nie odbierał. Sytuacja była nieprzyjemna, moi synowie zaczęli marudzić, byli zmęczeni i zmarznięci. Spojrzeli na mnie, a ja nie wiedziałem co począć. Do domu teściów było daleko, na piechotę byśmy nie dotarli. Staliśmy na wiejskim przystanku, a przed nami ciągnęła się tylko długa, polna droga.
Nie mogłem w to uwierzyć! Od pół godziny stałem na przystanku i nie traciłem nadziei, że przyjedzie samochód, który zabierze nas do ciepłego domu, gdzie będziemy mogli odpocząć i coś zjeść. Po godzinie zdałem sobie sprawę, że żaden samochód nie przyjedzie. Byłem zmuszony wezwać taksówkę. Długo zwlekałem z tą decyzją, ponieważ najbliższy postój taksówek był w mieście, oddalonym o około trzydzieści kilometrów od miejsca, w którym się znajdowaliśmy, więc koszt za przejazd był ogromny, ale nie miałem innego wyjścia.
Kiedy podjeżdżaliśmy pod dom teściów, miałem ochotę wykrzyczeć w twarz temu wrednemu facetowi, jaki jest podły.
Wszedłem z dziećmi do domu.
– Marku w końcu jesteście! – powiedział Bronisław, gdy zobaczył mnie z dziećmi na progu swojego domu.
– Co tak długo? Czym przyjechaliście?
– Taksówką – Powiedziałem ze złością.
– Taksówką? Dlaczego taksówką? A Wasz samochód? – Ojciec mojej żony był zaskoczony. W tym momencie zauważyłem na jego twarzy chytry uśmieszek, który natychmiast starał się ukryć.
Zobaczyłem przez okno rząd samochodów gości i poczułem się tak poniżony i urażony, że z trudem powstrzymałem się od powiedzenia ojcu żony co o nim myślę.
Zamiast tego zapytałem teścia:
– Dzwoniłem do Ciebie z przystanku, ale nie odbierałeś, dlaczego?
– Och, wyciszyłem telefon – powiedział Bronisław.
– Prosiłem, żeby ktoś po nas wyjechał. Czekałem godzinę, i nikt się nie pojawił! – warknąłem.
– Och Marku, musiałem zapomnieć o Twojej prośbie, ale nic wielkiego się nie stało prawda? – odparł teść, a we mnie się zagotowało.
Ojciec mojej żony odwrócił się i poszedł do gości, nie patrząc nawet na swoje wnuki. Po chwili do domu weszła szwagierka z dziećmi i dziadek rzucił się im na spotkanie. Wycałował dzieci od swojego syna, nie zważając na moje dzieci.
Zacząłem zdawać sobie sprawę, że ani ja, ani moje dzieci nic dla niego nie znaczymy. Posiedzieliśmy chwilę, nikt nawet nie zaproponował nam herbaty, zdegustowany sytuacją zadzwoniłem po taksówkę.
Wyszliśmy z domu z nikim się nie żegnając, ponieważ nikt nawet nie raczył się z nami przywitać, a prezent zostawiłem na progu. Poczułem się poniżony! Gdy weszliśmy do mieszkania usłyszałem dzwonek telefonu, dzwonił teść…Rozłączyłem połączenie. Nigdy więcej nie pozwolę, aby ojciec żony, potraktował mnie w tak chamski i poniżający sposób.



