Oksana wraca niespodziewanie do mamy na Sylwestra. Chciała sprawić rodzinie niespodziankę, więc nie …

Aleksandra przyjechała do mamy na Sylwestra. Chciała zrobić niespodziankę, więc nie powiedziała, że przyjeżdża. Stała przed familijnym blokiem w szarym, zawiniętym podwórku, przy padającym z nieba śniegu i pukała w drzwi, pachniało wędzonym oscypkiem. Nagle drzwi otworzyła jej młodsza siostra Jagusia! Dzień upłynął jak we śnie, czas zapętlił się bez końca, bo podczas gdy one z Jagusią kroiły sałatkę jarzynową, mama przyrządzała ukochane danie Aleksandry schab po warszawsku zapiekany z serem i pieczarkami.

Czułam, że przyjedziesz powiedziała mama, zamiatając kapcie po kuchennych kaflach Ale myślałam, że będziesz z kimś. Odkąd zostawiłaś Szymona, w ogóle się nie odzywasz do nikogo?

Mamo, zostawmy ten temat rzuciła Aleksandra, przeczesując włosy palcami.

Wtem zadźwięczał telefon Aleksandry; ekran zapulsował światłem jak złote złotówki w kieszeni świętego Mikołaja i aż musnęła podłogi stopami ze zdziwienia.

Boże, uwielbiam i nie znoszę Sylwestra zarazem myślała jeszcze dnia poprzedniego Aleksandra, patrząc topornie w okna Excela. Te sprawozdania, te zestawienia, te kontroly. Jutro w końcu ostatni dzień i nareszcie wolność przez dwa tygodnie. Marzę o odpoczynku z mamą i Jagusią, ale jestem już cieńska jak barszcz po wigilijnej kolacji.

Siedziała wieczorem przy doszarzałym stole, stukając w laptopa nad bilansem rocznym. Szef powiedział, że jeśli komisja nie znajdzie błędów, jest wolna do Trzech Króli. Krygowała się więc do pracy jak szop pracz, marząc o podróży do rodzinnego Krakowa. Prezent dla mamy? Musiała jeszcze zdobyć. Dla Jagusi już wcześniej kupiła nowy smartfon, wszak dla młodszej siostry tylko nowinki technologiczne.

Wieczorny pociąg, bilet kupiony z początkiem miesiąca na wszelki wypadek, jak wróżyć z fusów przy opłatku. Jeśli szef nie puści, zwrócę, a jak się uda, mam miejscówkę na dole, wygodnie w kuszetce.

Tej nocy Aleksandrze śnił się sen tak nierealny jak neonowy Wawel pod wodą: wędrowała przez las zabłąkanych choinek, a tam napotkała dziewczynkę, nie starszą niż pięć, sześć lat, samotną jak zgaśnięty lampion. Mała siedziała na omszałym pniu i przekładała strony książki z wyłażącymi literami. Aleksandra zapytała:

Zgubiłaś się, gdzie są twoi rodzice?

A dziewczynka odrzekła:

Nie, ja po prostu się jeszcze nie znalazłam. Ty wstawaj, bo przegapisz swój los, który spotkasz dziś wieczorem. Szybko, raport czeka!

Wtedy oczy Aleksandry otworzyły się same z siebie, zegar ścienny błysnął dziesięć po siódmej.

Chryste, prawie zaspałam! szepnęła. A muszę być punktualnie dziewiąta na ostatnią kontrolę, raport gotowy w stu procentach.

Rzuciła się galopem przez mieszkanie, piętnaście minut później poprawiała tusz do rzęs. Kawę postanowiła wypić dopiero w pracy. Szybko narzuciła puchowy płaszcz, zbiegła po schodach jak przez zamarznięte Tatry i pognała na przystanek.

Dobrze, że robota tuż za rogiem, zaledwie pięć przystanków, a miejsce w autobusie akurat wolne.

Przysiadła. Zaczęła podziwiać współpasażerów, gdy nagle w przedzie ujrzała… dziewczynkę ze snu! Mrugnęła do niej oczkiem, ale w tym momencie ktoś ją szturchnął. Aleksandra rzuciła chłopcu gniewne spojrzenie, bo jego plecak prawie zmiótł jej czapkę ze skroni. Gdy znów spojrzała naprzód, nie było już dziewczynki.

Co za bezsensowny sen, brednie, to tylko zmęczenie pomyślała.

W pracy już wszyscy byli. Dzień upływał we wspólnej gorączce i plotkach, aż do południa. Na szczęście raport zdała śpiewająco, szef pan Waldemar Górski podniósł kciuk i pochwalił: Za dziesięć minut proszę do gabinetu!

Obiecałem, więc jesteś wolna. A tu coś za twoją sumienność, wesołych świąt! podał jej kopertę.

I dla pana również, panie Waldemarze, ogromne dzięki!

Za premię Aleksandra kupiła mamie ciepły kaszmirowy szal, a dla Jagusi śnieżnobiałą bluzkę. Potem smakołyki i butelkę najlepszego polskiego wina musującego, prosto z Kujaw. O siódmej trzydzieści z językiem na brodzie wskoczyła do wagonu, nie zauważyła cudzej torby przed swoim przedziałem i padła w przejściu jak świąteczny karp.

Prawie się popłakała.

Ale zaraz poczuła czyjeś ciepłe ramiona, które pomogły ją podźwignąć.

Proszę wybaczyć, to przez mój plecak, nie zdążyłem schować go do przedziału

Miał cichy, głęboki głos i piękny uśmiech.

Nic się nie stało speszona Aleksandra oblała się rumieńcem niczym jabłko ligol.

Okazało się, że jadą w jednym przedziale. Spojrzała na młodego mężczyznę wysoki, przystojny, zupełnie jakby wyszedł z reklamy Wedla.

I wtedy przypomniała sobie słowa dziewczynki ze snu o wieczornej randce z przeznaczeniem.

Może to on? przemknęło jej przez głowę.

Chłopak pomógł jej schować torbę pod półką, sam zsunął swój plecak i zaprosił ją gestem do siedzenia naprzeciwko.

Przedstawili się: on był Andrzej, w interesach wyjeżdżał do Krakowa na jeden dzień, ważna robota.

Noc w pociągu, rano wracam, by zdążyć przed Sylwestrem. A pani dokąd i w jakim celu?

Do mamy i siostry, już dawno się nie widziałyśmy, dostałam krótki urlop i chcę świętować z bliskimi.

A chłopak, mąż?

Brak uśmiechnęła się Aleksandra. Jeszcze nie spotkałam takiego, z którym chciałabym świętować życie. A pan, ma pan rodzinę?

Samotnik, jak widać. Wciąż szukam tej jedynej, przy której chciałbym zamieszkać na zawsze.

Jestem twoim losem prawie wyrwało się Aleksandrze na głos, myśli przebiegły przez nią jak tramwaj na przystanku Politechnika.

Kiedy się pani rumieni, wygląda pani jak jabłuszko z sadu pod Wieliczką. Od razu pięknieje pani niesamowicie.

Aleksandra speszyła się jeszcze bardziej.

Zawsze tak mam, rumienię się na widok niewygodnych sytuacji.

Dobra, nie będę już zaczepiał. Może napijemy się herbaty? Mama dała mi w drogę szarlotkę i kazała podzielić się z sąsiadami.

Do przedziału weszła starsza pani z wnuczkiem. Odstąpili miejsca, wyszli na korytarz, by umożliwić zamianę walizek kobieta, pani Zofia, wiezionała wnuczka do córki w Gdańsku, która na święta nie mogła się wyrwać z pracy.

Wkrótce wszyscy razem popijali herbatę z ciasteczkami, a szarlotka i kruche babeczki Zofii smakowały najlepiej na świecie pod sufitem kolebały się lampki choinkowe i śnieg szumiał poza oknem.

Potem młodzi poszli na korytarz popatrzeć na przysypane śniegiem miasto, przez które mknął pociąg. Noworoczne dekoracje mrugały sennie.

Chcesz, wymienimy się numerami? zapytał Andrzej.

Pewnie.

Kiedy wracasz?

Dziesiątego stycznia.

Więc długo cię nie będzie. Czuję, jakbyśmy znali się od lat. Szalenie miło mi się z tobą rozmawiało.

Mnie też. Ale to chyba taka kolejowa magia: spotkać się, wyrzucić trochę duszy i rozstać się w rozjazdach losu.

Może masz rację Chodźmy spać?

Aleksandra, uśmiechnąwszy się, skinęła głową.

Rano, o dziesiątej, pociąg wjechał do Krakowa. Aleksandra specjalnie nie uprzedziła rodziny, była to jej niespodzianka. Wiedziała skąd wziąć zapasowe klucze, gdyby nikogo nie było w mieszkaniu.

Z Andrzejem stanęli jeszcze na postoju taksówek.

Dobrych świąt! rzekł Andrzej.

Obyś spotkał w tę noc Nowego Roku kogoś, z kim będziesz chciał zostać na zawsze!

Wzajemnie ci życzę odparł Andrzej, uśmiechając się lekko.

Pożegnali się i każde poszło w swoją stronę.

Aleksandrze bardzo się Andrzej podobał, lecz nigdy nie narzucała się facetom choć w marzeniach chciała go poprosić, by został i wszyscy razem świętowali Nowy Rok.

Zbyła te myśli tak, jak odgarnia się upartą muchę łapką, szykując się na spotkanie mamy i Jagusi.

Dotarła pod blok i zapukała do drzwi. Otwarły się, a z rozświetlonego przedpokoju wybiegła rozradowana Jagusia. Dzień upłynął w surrealistycznym rozgardiaszu gotowania, śmiechu i wspomnień.

Mama nastawiła schab po warszawsku.

Wiedziałam, że przyjedziesz. Wczoraj kupiłam jedną tackę jaj a potem się zawahałam i wzięłam drugą. Pomyślałam sobie: a może nie przyjedziesz sama? Po Szymonie nikogo nie widuję przy twoim boku.

Mamo, daj spokój

Wtedy rozległ się dźwięk telefonu. Aleksandra spojrzała i aż się osunęła na krzesło.

Andrzej!

Cześć. Zdążyłaś wrócić? zapytał.

No właśnie jeszcze nie. Po prawdzie, nie mam tu nikogo oprócz ciebie. Może przyjmiecie na święta zagubionego wędrowca?

Aleksandra zaśmiała się przez łzy radości.

Mamusiu, może wpadnie do nas mój znajomy, jest tu służbowo, chyba nie ma na kiedy wracać?

Jasne! ucieszyła się mama Rozrusza ten nasz babski domek!

Słyszałeś? Zapisz adres!

Mała dziewczynka ze snu miała rację Aleksandra zdążyła z raportem i w tę szczególną noc spotkała swój los.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jeden × trzy =

Oksana wraca niespodziewanie do mamy na Sylwestra. Chciała sprawić rodzinie niespodziankę, więc nie …