Mieszkamy z żoną w małej mazowieckiej wsi. Uwielbiamy przyjmować u siebie gości tym bardziej, że mamy ku temu wszelkie warunki. Nasz dom posiada spory taras, gdzie w ciepłe dni goście mogą nawet spać, jeśli marzy im się noc pod gwiazdami. Kiedy z opną byliśmy młodzi, to często spaliśmy nawet w kuchni na materacu, gdy przyjeżdżaliśmy do kogoś w odwiedziny, bo naprawdę w tym wieku wcale nam to nie przeszkadzało. Teraz jest oczywiście inaczej, po mamy po 65 lat i niestety, potrzebujemy odpowiednich warunków do wypoczynku. Właśnie, w tym wieku możemy się pochwalić dwojgiem dzieci, a dokładniej dwoma córkami, które są już dorosłe i już kilka lat temu założyły własne rodziny.
Młodsza córka mieszka w sąsiedztwie i możemy liczyć na jej pomoc. Starsza córka natomiast mieszka w Warszawie i mimo tego, że nie ma wcale tak do nas daleko, to odwiedza nas dosyć rzadko. Ciągle powtarza, że nie ma po prostu czasu, bo w stolicy żyje się szybciej i intensywniej. W ciągu rou odwiedza nas może ze 2,3 razy, więc według nas to naprawdę rzadko. Szczerze mówiąc wydaje mi się, że powód tak rzadkich odwiedzin jest nieco inny, mianowicie zięć – miastowy – nie lubi nas i być może niechętnie przyjeżdża do nas na wieś w odwiedziny, stąd ta słaba częstotliwość. Szczerze mówiąc nie wiem, czym zasłużyliśmy sobie na jego niechęć, ale może jemu wystarczy to, że pochodzimy „ze wsi” i dla niego to jest już wystarczający powód, żeby nie żywić do nas sympatii.
W zeszłym miesiącu z żoną zdecydowaliśmy się ich odwiedzić. Oczywiście zadzwoniliśmy wcześniej do córki i uprzedziliśmy ją o swoim przyjeździe. Na miejscu córka przyjęła nas z radością, zięć też był jakiś milszy. Nawet wydawało mi się przez chwile, że zmienił do nas swoje nastawienie, bo był w jakoś niezwykle dobrym humorze. Kiedy wieczorem powiedziałem, że jesteśmy zmęczeni i fajnie byłoby się już położyć, zięć powiedział:
– Dobrze, to ja zamówię taksówkę. Zarezerwowaliśmy dla Was pokój w hotelu.
Byłem zaskoczony. Czy tak przyjmuje się gości? Dla mnie to oczywiste, że wymyślił to zięć, bo na pewno nie moja córka. Ale czy musiała go posłuchać? Porozmawialiśmy przez chwilę z żoną i zdecydowaliśmy się wrócić jeszcze tego samego dnia do domu. Jeśli nie jesteśmy potrzebni naszej córce, to nie ma co się narzucać. Kiedy młodsza córka dowiedziała się o tym, wszystkim powiedziała, że nie zamierza już więcej rozmawiać z siostrą.
Teraz już chyba nie mam chęci zapraszać ich do nas. Co, mam być na siłę miły, udawać, że nic się nie stało? Nie zamierzam. A Wy jak byście się czuli, gdyby Wasza córka „ugościła” Was w ten sposób?



