Oddaliśmy mieszkanie synowi i synowej, a teraz jesteśmy niemile widzianymi gośćmi. Chcą naszych odwiedzin, gdy jest im to potrzebne

Kiedy nasz syn się ożenił, zaproponowaliśmy, aby młodzi zamieszkali u nas do czasu, aż nie kupią sobie swojego mieszkania, jednak synowa stanowczo odmówiła. Mariola zaproponowała, żeby ​​zamieszkali wraz z jej rodzicami, ale syn nie chciał, bo choć mają czteropokojowe mieszkanie to oprócz ojca i matki mieszka w nim jeszcze starszy brat Marioli z rodziną i jej młodsza siostra. Kiedy Paweł powiedział, że w takim razie jedynym rozwiązaniem jest wynajem mieszkania, od razu z mężem pomyśleliśmy, że w ten sposób nigdy nie uda im się odłożyć na własne mieszkanie. Postanowiliśmy im więc pomóc i zostawiliśmy im nasze mieszkanie, a sami przenieśliśmy się na wieś do domu po moich rodzicach.

Jestem już na emeryturze, a mój mąż pracuje jeszcze w mieście, więc codziennie musi dojeżdżać. Nie jest to zbyt wygodna opcja, ale co mieliśmy zrobić? Jakiś czas później postanowiliśmy, że odwiedzimy naszego syna i wybraliśmy się do nich w gości. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy okazało się, że nasza synowa w tak krótkim czasie stała się już pełnoprawną gospodynią i panią na włościach. Od progu nie ukrywała, że ​​nie jest zadowolona z naszego przyjazdu.

Przywieźliśmy dużo kiszonek i dżemów, ogólnie przywieźliśmy mnóstwo rzeczy dla każdego, ale Marioli i tak przeszkadzaliśmy. Mieliśmy zatrzymać się na jakiś tydzień, ale widać było po synowej, że nie może doczekać się, aż wyjedziemy. Było nam bardzo przykro, bo czuliśmy się jak intruzi we własnym mieszkaniu. Kiedy poskarżyłam się matce Marioli na jej zachowanie, ona odpowiedziała, że skoro pozwoliliśmy młodym zamieszkać w tym mieszkaniu, to po co ich nachodzimy i sprawiamy kłopot. Co za bezczelność!

Teściowie dali nam prezent ślubny, za który teraz każą się odwdzięczyć i stawiają warunki

W październiku ubiegłego roku urodził się nasz wnuk, a już po miesiąc później Paweł zaczął pytać, czy przyjedziemy z ojcem do nich na dłużej. Odmówiliśmy, bo wiedzieliśmy, że nie jesteśmy tam mile widziani. Potem zadzwoniła jednak synowa i powiedziała, że nas zapraszają. Wtedy zdałam sobie sprawę, że najwyraźniej potrzebują mojej pomocy przy dziecku, inaczej by do nas nie zadzwonili i tak szybko nie byli chętni do tego, byśmy ich odwiedzili.

Nie pojechaliśmy do syna i synowej, nie tylko dla zasady, ale po prostu mieliśmy już inne plany. Byli tym bardzo oburzeni, a syn nawet powiedział, że jeśli teraz nie przyjechaliśmy, to już w ogóle możemy nie przyjeżdżać i nie oglądać wnuka. Myśli chyba, że może nas tak straszyć i szantażować, ale jest w błędzie. To oni pierwsi nas nie potrzebowali.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jedenaście + dziewiętnaście =

Oddaliśmy mieszkanie synowi i synowej, a teraz jesteśmy niemile widzianymi gośćmi. Chcą naszych odwiedzin, gdy jest im to potrzebne