Oddałam bratanków do domu dziecka i jestem pewna, że postąpiłam słusznie

Oddałam bratanków do domu dziecka i jestem pewna, że postąpiłam słusznie

Miałam brata, który nigdy mnie nie lubił, chociaż nawet nie wiem, czemu. Dorastaliśmy w takiej opozycji, a nawet nienawiści do siebie. Kiedyś rodzice próbowali nas nawet pogodzić, ale potem się poddali i mieli nadzieję, że może jako dorośli pójdziemy po rozum do głowy i zmienimy do siebie nastawienie. Niestety, ale mylili się, a nasza wzajemna nienawiść wciąż trwała.

Nasi rodzice zmarli dość wcześnie. Mama na kilka dni przed śmiercią prosiła, żebym się nie kłóciła już z Władkiem, a ja jej obiecałam, że się postaram.

Dosłownie sześć miesięcy później musiałam zupełnie zmienić swoje całkowite nastawienie do brata i jego rodziny. Żona Władka miała wypadek i lekarze jej nie odratowali. Sylwia zmarła w wyniku licznych obrażeń, pozostawiając męża z trójką dzieci samego. Mój brat był zszokowany tym, co się stało, i poprosił, aby przez jakiś czas dzieci mogły zamieszkać ze mną. Oczywiście nie mogłam odmówić i wkrótce w naszym trzypokojowym mieszkaniu zaczął się prawdziwy dom wariatów. Najstarszy bratanek miał wtedy jedenaście lat, czuł się jak u siebie i do tego samego zachęcał swoją 7-letnią siostrę oraz 6-letniego brata. Jak ja na coś im nie pozwalałam, wtedy on im pozwalał i już mnie nie słuchali. W dodatku do nich dołączyły moje dzieci, które także przestały mnie słuchać. Ta energiczna piątka zaczęła demolować całe mieszkanie, rozpoczynając ciągle niekończące się bitwy, pościgi, zabawy w chowanego itp.

Grupa miała też nienasycony apetyt i większość czasu musiałam spędzać w kuchni, podczas gdy oni wszystko wywracali do góry nogami. Mąż wracając z pracy łapał się za głowę i zmuszał je do sprzątania, ale oczywiście i jego też nie słuchały.

Mój brat doszedł do siebie dopiero po dwóch miesiącach, chociaż to złe słowo, bo on ukojenie znalazł po prostu w alkoholu i dopiero teraz trochę otrzeźwiał, ale nie na długo. Aby jakoś nim wstrząsnąć i przywrócić go do normalności, poprosiłam o zabranie na powrót dzieci do siebie. Nie było mu z nimi łatwo, starałam się w miarę możliwości pomagać chociażby gotując.

Kiedy syn się ożenił, daliśmy mu mieszkanie po babci. Teraz córka jest w ciąży, bierze ślub i nalega, by sprzedać mieszkanie po babci, bo też ma do niego prawo

Kiedy ostatni raz odwiedziłam brata zauważyłam, że nie zrezygnował z alkoholu, a jego mieszkanie stopniowo zamieniało się w jakąś melinę. Moje próby przekonania go, aby utrzymywał w domu porządek spotykały się z absolutną obojętnością. Kilka razy robiłam nawet generalne sprzątanie w jego mieszkaniu, ale kiedy przyjeżdzałam z kolejną porcją zakupów czy jedzenia widziałam, że po moich wysiłkach nie pozostał ani ślad.

Taka postawa Władka nie mogła nie wpłynąć na zdrowie jego brata. Władek całkowicie stracił odporność, a kiedy złapał Covida, choroba całkowicie go przerosła.

Dzieci ponownie trafiły do ​​nas i znowu przez kilka miesięcy musieliśmy się z nimi męczyć. Mój brat nigdy nie wyszedł z choroby, która zajęła m płuca i po prostu zmarł.

Dosłownie kilka dni po pogrzebie do naszego domu przybyła kontrola z opieki społecznej. Zapytali o moje zamiary dotyczące uzyskania opieki nad moimi bratankami i byli bardzo zaskoczeni, gdy dowiedzieli się, że nie chcę przejąć nad dziećmi opieki. Rozmowa była długa, pracownicy opieki społecznej przekonywali mnie, że dzieci powinny mieszkać w rodzinie, ale ja, pokazując im bałagan w mieszkaniu i pustą lodówkę, nie przyznałam im racji. To był koniec ich wizyty. Zrozumieli, że nie jesteśmy gotowi na opiekę ad dziećmi, a dom dziecka będzie najrozsądniejszym rozwiązaniem z tej sytuacji.

Być może ktoś zarzuci mi, że jestem bez serca, ale co miałam zrobić? Nie radziłam sobie. Tak czy inaczej, decyzja została podjęta i wkrótce bratankowie trafią do domu dziecka. Będziemy ich odwiedzać i im pomagać, ale nie możem ich wychowywać.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

cztery + dwadzieścia =

Oddałam bratanków do domu dziecka i jestem pewna, że postąpiłam słusznie