Wyszłam za mąż trzy lata temu. Znaliśmy się z mężem od dawna, ale nie wiedziałam o jego uczuciach do mnie, więc kiedy mi je wyznał, bardzo się zdziwiłam. Zaczęliśmy się spotykać, bardzo go pokochałam. Jest bardzo miłym człowiekiem, opiekuje się mną, jest wobec mnie bardzo troskliwy. Miesiąc przed ślubem zaproponował zamieszkanie razem, a ja się zgodziłam. W ten sposób będziemy mieli okazję lepiej się poznać.
Wszystko było w porządku, ale młodsza siostra męża nie dawała nam spokoju, zawsze była z nami. To mnie wkurzyło. Myślałam, że po ślubie zrozumie, ale myliłam się: szwagierka przychodziła codziennie, czasem nocowała u nas. nigdy nie przynosiła ze sobą swoich rzeczy: prosiła o piżamę, a potem o bieliznę. W ciągu kilku dni zauważyłam, że moje rzeczy zaczęły znikać – kosmetyki, biżuteria.
Miałam podejrzenia i wkrótce się potwierdziły. Byłam w kuchni, usłyszałam szelest w salonie. Podeszłam cicho i zobaczyłam szwagierkę grzebiącą w mojej torbie. Zapytałam, czego szuka, a ona w odpowiedzi powiedziała, że jej pierścionek spadł i prosto do mojej torby. Wzięłam torbę, i sama spojrzałam: nie było tam żadnego pierścionka.
Kiedy poszła do łazienki, żeby wziąć prysznic, postanowiłam zajrzeć do jej torby – i przez to, co zobaczyłam, zaniemówiłam. Było tam mnóstwo moich rzeczy: moje kolczyki, kosmetyki do makijażu, moja nowa bielizna. Zadzwoniłam do męża i pokazałam mu to wszystko. Był w szoku. Kiedy szwagierka wyszła z łazienki, mąż zapytał ją, dlaczego zabrała moje rzeczy. Odpowiedziała, że chciała je tylko pożyczyć, a potem oddać.
Szwagierka zaczęła na mnie krzyczeć, mówiąc, że nie mam prawa zabierać jej rzeczy, grzebać w jej torbie. Tego się nie spodziewałam. Więc ona może, a ja nie? Wieczorem zadzwoniła do mnie teściowa i zamiast przeprosić, zaczęła mnie karcić mówiąc, że nastawiam brata przeciwko siostrze, że jestem chciwa, źle wychowana. Od tamtej pory nie rozmawiam z nimi, mąż jest po mojej stronie.
