Obwinia mnie za wszystko mimo, że tylko dzięki mnie i mojej rodzinie nie wylądował pod mostem

Mam pewną trudną sytuację, którą nie wiem, jak rozwiązać. Jestem w małżeństwie od 4 lat. Mój mąż jest ode mnie starszy o 8 lat. Nie miał zupełnie wsparcia ze strony rodziców. Praktycznie wyrzucili go z domu, gdy miał 18 lub 19 lat z niewielką sumą pieniędzy w kieszeni. Pojechał do Krakowa, zaczął studia na wyższej uczelni technicznej i dostał miejsce w akademiku.

Ten czas był dla niego niezwykle trudny, poznał wówczas co to głód i chłód, nieraz brakowało mu pieniędzy. Matka o nim zupełnie zapomniała. Rozwiązywała swoje problemy i pełniła rolę matki dla jego dwóch braci. On sam wziął ślub po raz pierwszy z dziewczyną z Krakowa, tutaj zamieszkali i na świat przyszła ich córeczka.

Oboje zarabiali na życie. Małżeństwo jednak nie przetrwało próby czasu, ponieważ żona okazała się po prostu do rodziców. Kiedy się z nim poznałam, to mieszkał z kolegą z pracy.

W tym czasie jego matka kupiła mieszkanie. Żaden z jej synów nie jest tam zameldowany. Jej średniego syna zameldowała w swoim mieszkaniu jego żona, ja zresztą także zameldowałam u siebie męża. Jaki jest więc problem? Istnieją mężczyźni, którzy obwiniają kobiety za wszystkie kłopoty i problemy świata.

Mój mąż pracuje jako kierownik sprzedaży. To nerwowa praca, bardzo stresująca więc rozumiem, że jest zdenerwowany i czasami zachowuje się niewłaściwie. Kiedyś próbowałam naprawić tę sytuację ale widzę, że teraz to nie ma sensu.

Opiszę jedną z takich sytuacji: ja np. po prostu siedzę i patrzę na niego, a on nagle gwałtownie się odwraca i od razu atakuje: „na co się gapisz tym swoim niezadowolonym wzrokiem?!” albo potrafi powiedzieć coś innego, gorszego i to tylko przez to, że na niego spojrzałam.

Nie słucha mnie ani nie wspiera w niczym. Kiedyś naprawdę potrzebowałam wsparcia, całą noc płakałam, a on spał i chrapał.

Kiedy okazało się, że jestem w ciąży, kazał mi pozbyć się dziecka. Ja jednak postanowiłam go nie słuchać i urodzić. On jednak nie odpuszczał i powtarzał, że marnie zarabiam, jestem zła, a poza tym wpadka to moja wina.

W ogóle nie docenia tego, że mieszka w domu, który dał mi tata i tylko dzięki nam ma gdzie mieszkać. Byłam bardzo rozczarowana i smutna jego zachowaniem.

Teraz, gdy zaczął pić (pije co wieczór), zaczyna mnie szantażować, że „pójdzie do rodziców” (tak, akurat bardzo go potrzebują). Przestałam z nim rozmawiać (lubi rozmawiać, ale sam ze sobą, a gdy ja zaczynam mówić, nagle mi przerywa), więc jak z nim w ogóle rozmawiać?

Słucham go i przytakuję głową, stwarzając wrażenie, że jest to dla mnie interesujące. Może i ja jestem czemuś winna? To coś więcej niż egoizm z jego strony, nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałam. Wszystko zawsze winna jest inna osoba. Powiedzcie mi jak mam się zachować w tej sytuacji, czy warto się rozstawać, czy może ratować ten związek?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

15 + trzynaście =

Obwinia mnie za wszystko mimo, że tylko dzięki mnie i mojej rodzinie nie wylądował pod mostem