Kiedy wracałyśmy ze szkoły, dogoniła nas moja była teściowa. Dla mnie był to zły omen. Teściowa była jak czarny kot, który nagle przebiega drogę.
– Marta, cześć! Wiesz, że urodził Ci się braciszek? Taki malutki! A jaki jest piękny! Jak poprosisz mamę i się zgodzi, to Cię do niego zabiorę. Twój tatuś jest teraz taki szczęśliwy! Tak marzył o synu – zawołała Stanisława.
Córka nawet nie pamiętała, jak wygląda jej ojciec, babcię też ledwo rozpoznała, bo ta też nie zabiegała o kontakt z wnuczką.
– Zadzwonię teraz do Twojego taty, pogratulujesz mu? o Boże, a jak wypisywali jego ukochaną z dzieckiem ze szpitala, nawet sobie nie wyobrażacie, czym Darek przyjechał po swoją Igę i synka. Wiecie czym? Limuzyną! No limuzynę wynajął specjalnie na tę okazję! – kobieta rozpływała się opowiadając o tym.
– Przekaż gratulacje sama, my spieszymy się – odpowiedziałam i chciałam już odejść.
– Nie potrzebuję żadnego brata, nie będę do nikogo dzwonić i nie chcę widzieć tego dziecka! – krzyknęła wściekła córka.
Uspokoiłam ją i na pocieszenie zabrałam ją na pizzę. Próbowałam jakoś sprawić, aby córka o tym zapomniałam, bo widziałam, że ten temat poruszony przez byłą teściową ją zdenerwował.
Z Darkiem rozwiedliśmy się, gdy córka miała zaledwie 2 miesiące. Początkowo były mąż interesował się córką, dzwonił, odwiedzał ją i kupował prezenty, a potem jakoś nie chciało mu się już starać, przynajmniej o córkę. Starać intensywnie zaczął się natomiast o swoją nową kobietę i zapomniał przy tym, że ma dziecko.
Dlaczego właściwie się rozwiedliśmy? Po pijaku mąż powiedział mi, że tak naprawdę nigdy mnie nie kochał i wziął ze mną ślub, bo zaliczyliśmy wpadkę. Wtedy już wiedziałam, że kontynuowanie tego związku nie ma sensu, a dziecko w domu, w którym między rodzicami nie ma miłości, też będzie się męczyć.
Kiedyś miałam nadzieję, że zbuduję cudowną rodzinę. Kochałam Darka i naprawdę myślałam, że z nim mam na to szansę. Niestety, on od początku kłamał i okazał się być kimś innym, za kogo go miałam. Teściowa po rozwodzie tak jak i były mąż z czasem przestała interesować się wnuczką.
Po porodzie zaczęło się prawdziwe piekło. Martusia była bardzo niespokojnym dzieckiem, a były mąż był tym zirytowany, więc w ogóle nie chciał się zajmować dzieckiem. Wpadał tylko na godzinę, maksymalnie dwie, a z czasem – jak wcześniej już wspomniałam – w ogóle przestał się nią interesować.
Po rozstaniu przeprowadziłam się do moich rodziców na wieś. Byłam wtedy zdana na ich łaskę, ale nie miałam innego wyjścia.
Obok moich rodziców mieszkała była teściowa. Bywało tak, że przechodziła obok mnie i nie odpowiadała nawet na „dzień dobry”.
I tak minęło 10 lat. Wszystko, co ojciec robił dla swojego dziecka, to płacił alimenty, ale to też jakieś grosze, bo ukrywał swoje prawdziwe dochody przed sądem, przez co nie można było żądać od niego większej kwoty.
Rodzice mnie też nie wspierali. Mówili, że skoro byłam taka głupia, żeby w wieku 19 lat zajść w ciążę, to teraz mam za swoje. Oczywiście nie wyrzucali mne z domu, ale już chyba wolałabym to, niż te ciągłe dogryzanie i przypominanie mi, jaka żałosna według nich jestem.
Zdecydowałam więc, że w końcu muszę coś zmienić.
Teraz z córką mieszkamy w mieście. Mam też cudownego mężczyznę. Moje relacje z rodzicami się poprawiły, jednak nadal nie mogę im wybaczyć tego, jak jeszcze do niedawna mnie traktowali.
Nie żywię urazy za swoje krzywdy, ale krzywdy mojej córki. Marta od dawna nie usłyszała nawet głupiego „sto lat” w dniu swoich urodzin od ojca, który limuzynę, by zabrać swojego syna ze szpitala. Dlaczego życie jest tak niesprawiedliwe? Jak można wyrzucić z życia jedno dziecko, a zastąpić je drugim, „lepszym:? Zupełnie tego nie rozumiem.



