Moja przyjaciółka uczy matematyki w szkole. W którąś sobotę przyszłam ją odwiedzić w jej domu. Akurat kończyła sprawdzać kartkówki, które niedawno napisali uczniowie. Wtedy przypomniała jej się pewna historia, którą postanowiła mi opowiedzieć.
Wiadomo, że rodzice dzieci są różni i nie wszyscy rozumieją, że ich pociechy nie są najgrzeczniejsze i najzdolniejsze na świecie. Właśnie z tego powodu moja przyjaciółka pokłóciła się z jedną z mam. Chłopiec nie dość, że źle się uczył, to jeszcze bardzo rozrabiał w szkole. Mama, zamiast przyjąć to spokojnie, zaczęła oskarżać przyjaciółkę o to, że najwidoczniej źle uczy, zaniża oceny i w ogóle wyżywa się na biednym dziecku.
– Mam dowód na to, co mówię. Wczoraj zamiast syna mąż odrabiał pracę domową, a on jest profesorem na uniwersytecie! A Pani taką ocenę mu wystawiła, co? Trójkę! A mąż na pewno wszystko dobrze rozwiązał, i co, jak teraz zamierza się Pani usprawiedliwiać? – na całe gardło kobieta krzyczała na nauczycielkę.
– Pani syn uczy się na trójkę, a jego ojciec na piątkę. Jeśli mąż ma dzienniczek, to proszę, niech z nim przyjdzie, wstawię mu ocenę. Każdy otrzyma ocenę, na którą zasłużył — odpowiedziała jej moja przyjaciółka.
Powiedzcie mi, czy to normalne? Współcześni rodzice już całkowicie zwariowali i na za dużo sobie pozwalają. Może zamiast dzieci pójdą do szkoły i będą się za nie uczyć? Lepiej pomóc dziecku, wyjaśnić wszystko, a nie tylko odrobić pracę domową za nie i po kłopocie. To tylko krzywda dla dziecka, a nie pomoc.

