Niedawno byłem u córki w odwiedzinach, a raczej przyszedłem jej pomóc. Marta postanowiła położyć nową tapetę i poprosiła mnie o pomoc. Ja, oczywiście, nie mogłem odmówić tego mojej córce. Wziąłem wolne w pracy i pojechałem 250 km od miejsca mojego zamieszkania, aby odwiedzić córkę. Przyjechałem w środę i mieliśmy kilka dni na załatwienie wszystkiego. Z Martą byliśmy pewni, że wszystko załatwimy na czas. W jeden dzień tapetowaliśmy jedno pomieszczenie, a następnego dnia kolejne.
Aż pewnego wieczoru zadzwonił telefon. Moja córka odebrała telefon i powiedziała:
– Tak, przyjedźcie! To wspaniale! Będę bardzo szczęśliwa, gdy zobaczę Was wszystkich! Idealnie, spotkacie się z tatą! Jest u teraz u mnie! Spodziewamy się was za dwie i pół godziny.
zapytałem:
– Kto do nas przyjedzie?
– Moi przyjaciele, dziesięć osób! I musimy do tego czasu tapetować ten pokój.
Byłem zszokowany:
– Marta! Jacy goście?! Nie mamy żadnego jedzenia! W lodówce mamy tylko zupę! I nie starczy dla wszystkich!
– Nie przejmuj się tym! Wszystko będzie dobrze! Przyniosą własne jedzenie! Pozostaje nam tylko przygotowanie zimnych napojów i herbaty.
Byłem tym bardzo zaskoczony. Jestem przyzwyczajony do czegoś odwrotnego: że jak się zaprasza gości, to trzeba kupić własne artykuły spożywcze i przygotować dużo jedzenia,
ale moja córka powiedziała mi, że u nich było zupełnie inaczej. Mieliśmy czas na tapetowanie, prysznic i ostateczne porządki, a potem zaczęli się zbierać goście mojej córki. Każdy z nich przyniósł ze sobą dwa naczynia. Jedni przynieśli nadziewane gołąbki i ciastka, inni sałatkę i słodycze, jeszcze inni ciekawe przekąski. Córka postawiła tylko soki i nastawiła wodę na herbatę. Okazało się, że córka kupiła już jednorazowe naczynia na taką okazję. Stół prezentował się przepięknie. Wszyscy z przyjemnością zjedli, a następnie wypili herbatę i wtedy jedna kobieta zaczęła grać na gitarze, a my zaczęliśmy śpiewać. Wieczór upłynął bardzo wesoło, rodzinnie i wzruszająco.
Potem każdy z gości wziął swoje naczynia i kulturalnie rozeszli się do domów. Z córką umyliśmy tylko kubki i widelce, a talerze wyrzuciliśmy do kosza. Nie zajęło to więcej niż dziesięć minut. Potem zapytałem córkę: „Kto to wymyślił? Powiedziała mi:
– Kiedyś też tak przyjmowaliśmy gości, jak mówisz, ale to takie kłopotliwe i drogie. Porozmawialiśmy więc ze znajomymi i postanowiliśmy, że zbierzemy się u każdego po kolei i każdy przyniesie po dwa dania. Gospodyni przygotowywała tylko napoje. Zaczęliśmy się tak spotykać i wszystkim bardzo się spodobała taka forma imprezy. Teraz spotykamy się tak cały czas!
Mi również bardzo się podobało. Opowiedziałem o tym moim znajomym i żonie, jednak im nie do końca spodobał się ten pomysł. Chyba jesteśmy innym pokoleniem i nie do końca osoby w moim wieku lubią takie nowoczesne spotkania i zmiany.


