Niesamowita historia, która całkowicie zmieniła moje życie

Niesamowita historia, która całkowicie zmieniła moje życie

Wracałam z kolejnej podróży służbowej. Prowadziłam samochód, podśpiewywałam piosenki z radia i odliczałam kilometry do domu.

Od niedawna byłam młodą mężatką i oczywiście byłam takżw upojona miłością. Droga była idyllicznie pusta, wijąca się między wzgórzami i otoczona smukłymi drzewami z obu stron. Od czasu do czasu zachodzące słońce przebijało się między liśćmi, rzucając spóźnione uśmiechy na asfalt. W tym niemal poetyckim momencie obok mnie przeleciał samochód.

„Przez takich idiotów dochodzi do wypadków”. mruknęłam pod nosem. Dwa zakręty dalej gwałtownie zahamowałam. Jakby moje słowa chwilę temu były złym omenem. Szczęście opuściło ludzi z szybkiego samochodu.

Przede mną rozciągał się przerażający widok – samochód rozbity do cna, stałam jak skamieniała. Wzięłam głęboki oddech i wezwałam na pomoc karetkę pogotowia.

Na drodze nie było żadnego ruchu – byłam sama obok rozbitego samochodu. Podeszłam ostrożnie, przypominając sobie przerażające sceny z filmów, w których samochody wybuchają płomieniami. Z daleka zobaczyłam, że oprócz kierowcy w środku nie było nikogo. Trochę odetchnęłam, ale to trwało tylko chwilę.

Kierowca był przyciśnięty przez poduszkę powietrzną. Nie dotykałam niczego i mimo tego, że karetka była w drodze, nie podobała mi się idea czekania, podczas gdy człowiek w środku prawdopodobnie potrzebował pomocy. A co, jeśli właśnie moje bierne zachowanie obserwatora okaże się fatalne dla jego życia i zdrowia?

Żyje! Gdy próbowałam trochę go wyjąć z samoochodu, by zrobić reanimację, usłyszałam jęk. Mężczyzna z trudem otworzył oczy i próbował poruszyć głową.

– Słyszy mnie pan?

Przymknął oczy i jęknął z bólu.

– Może pan poruszać rękami? A nogami? – zasypałam go pytaniami. On znów zmrużył oczy z bólu:

– Muszę się wydostać z tego przeklętego samochodu.

– Nie, nie powinien pan. Zadzwoniłam po pomoc i powiedziano mi, żeby niczego nie ruszać. Pan również nie powinien się ruszać.

– Lepiej pomóż mi przebić tę poduszkę, nie mogę oddychać.

Wróciłam więc do mojego samochodu i zaczęłam szukać czegoś w moim bagażu, co mogłoby się do tego nadać. W końcu znalazłam kosmetyczkę, wyciągnęłam nożyczki i pobiegłam z powrotem do rozbitego samochodu. Ostrożnie wsunęłam rękę przez rozbite boczne okno i z dużym wysiłkiem udało mi się przebić poduszkę powietrzną.

Pomoc nadeszła. Na szczęście ratownicy pojawili się właśnie w tym momencie. Dobrze, że w pobliżu było duże miasto. Nagle miejsce wypadku wypełniło się ludźmi, którzy nie trudzili się, ale działali szybko jak dobrze naoliwiona maszyna. W ciągu kilku minut wyciągnęli mężczyznę i położyli go na noszach. Spojrzał na mnie i w jego oczach zobaczyłam wdzięczność.

Karetka odjechała na sygnale, a policjant podszedł, zapisał moje nazwisko i przepytał, jak to się stało, co widziałam… Potem mnie zwolnił. Udało mi się tylko zapytać, czy mężczyzna wyzdrowieje, a policjant filozoficznie odpowiedział: „Tylko Bóg to wie, ale miał szczęście, że przejeżdżała Pani zaraz po nim. W przeciwnym razie, kto wie, kiedy by go znaleźli, bo ta droga jest mało uczęszczana”.

Kilka tygodni później zapomniałam już o nieprzyjemnym zdarzeniu i znów uśmiechałam się do świata – dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Właśnie podzieliłam się tą radosną wiadomością z koleżankami z pracy, kiedy portier zawołał mnie, bo ktoś miał dla mnie jakąś przesyłkę.

Zawaliło się całe moje życie uczuciowe i zawodowe, myślałam, że już nic mnie nie czeka, ale wszystko zmieniło się na przystanku autobusowym!

Okazało się, że to największy bukiet kwiatów, jaki mogłam sobie wyobrazić. Natychmiast zadzwoniłam do męża, aby mu podziękować. Ale on stanowczo zaprzeczył, że to on wysłał bukiet. Myślałam, że mnie drażni… Ale kiedy wróciłam do domu z kwiatami i zobaczyłam jego szeroko otwarte oczy, zrozumiałam, że naprawdę nic nie wiedział o tym bukiecie.

– A Ty jesteś pewna, że bukiet jest dla Ciebie? Może dostawca się pomylił… – powiedział, drapiąc się po brodzie. Postanowiliśmy zadzwonić do kilku drogich kwiaciarni i zapytać. Po kilku próbach trafiliśmy na właściwą.

Tak, robili taki bukiet i nie, adres i odbiorca nie były pomylone, to ja byłam tą osobą. Mój mąż spojrzał na mnie z przymrużonymi oczami i nic nie powiedział. Nadawcę bukietu odkryłam następnego dnia, gdy w biurze pojawił się długi list. Okazało się, że to mężczyzna z wypadku.

Jego obrażenia nie były zbyt poważne, ale rzeczywiście mógł tam zostać, gdybym nie przejechała chwilę po nim. W takim stanie do rana mogłoby być już za późno. Tak wyjaśnili lekarze. Zastanawiał się, jak mi podziękować, a kwiaty były najmniejszym, co mógł zrobić dla swojej wybawczyni. Napisał też swój numer telefonu. Wieczorem przyniosłam list do domu, triumfując i udało mi się rozwiać narastającą zazdrość.

Ale nigdy nie zadzwoniłam do uratowanego przeze mnie mężczyzny. Rok później… Moje małżeństwo się rozpadło. Krótko po narodzinach naszego syna, mój mąż został wysłany do pracy za granicą, gdzie spotkał swoją wielką miłość. Rozstaliśmy się w pokoju.

Pewnego dnia w moim biurze pojawił się mężczyzna z wypadku – przyszedł w interesach, choć po pewnym czasie podejrzewałam, że szukał usług naszej firmy specjalnie, ze względu na mnie. Zadzwonił do mnie i przypomniał, kim jest. Jeszcze raz mi podziękował i zaprosił na kawę. Tak zaczęliśmy się spotykać. Ten wypadek, na który przypadkiem natknęłam się, całkowicie zmienił moje życie. I połączył mnie z moim drugim mężem.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

siedemnaście − 15 =

Niesamowita historia, która całkowicie zmieniła moje życie