Kiedyś już opisywałam swoją historię na jakimś forum internetowym, ale tam ludzie rzucili się na mnie i wyzywali od najgorszych, życząc śmierci. Teraz minęły kolejne lata, a u mnie nic się nie zmieniło i wcale nie jest mi lżej na sercu. A wszystko przez to, że nienawidzę swojej córki.
Jestem matką, ale nie znoszę mojego dziecka, w ogóle nie kocham swojej córki. Kiedy była mała owszem, troszczyłam się o nią, ale było to mechaniczne a nie z potrzeby serca. Im córka była starsza, tym bardziej nie mogłam jej znieść, denerwowała mnie sama jej obecność. Pewnego dnia, kiedy córka miała 3 latka, prawie potrącił nas samochód. Zmartwiłam się tylko o siebie i tym, że córce jednak nic się nie stało, bo dla mnie zdecydowanie lepiej byłoby, gdyby umarła.
Bywało też tak że wchodziłam do pokoju i spoglądałam na łóżeczko z nadzieją, że córka nie oddycha. W końcu często zdarza się śmierć łóżeczkowa i miałam nadzieję, że w tym przypadku to się wydarzy. Nie wydarzyło się.
Moja córka niczym nie różni się od rówieśników: jest ładna, dobrze się uczy, ma przyjaciół. Jest grzeczna i pomaga w domu, zawsze informuje mnie, kiedy gdzieś wychodzi. Wszyscy ją chwalą, a nauczyciele stawiają ją za wzór do naśladowania. W dodatku moja córka chyba mnie kocha, ciągle to powtarza, a dla mnie to jest po prostu coś okropnego, bo ja jej szczerze nienawidzę. Nigdy nie nazwałam jej córką, zawsze zwracam się do niej wyłącznie po imieniu. Wszystko mnie w niej denerwuje i jedyne, czego chcę to tego, żeby umarła i zniknęła z mojego życia.
Tego jej oczywiście nie mówię, ale ona na pewno coś musi czuć bo też widzi, że traktuję ją z dystansem. Nie umiem już udawać kochającej mamusi, a dla mnie wychowywanie dziecka to jak jakiś wyrok. Karmię ją, piorę rzeczy i monitoruję stan zdrowia, ale marzę już o tym, aby była dorosła i się wyprowadziła, najlepiej jak najdalej ode mnie. Z drugiej strony powoli rozumiem, że czas ucieka i w końcu zostanę samotną staruszką, której nikt nie potrzebuje.
Nie kocham swojej córki i nie chcę jej kochać. Chcę tylko, żeby jej nie było. Moje życie z dzieckiem to piekło i jak najszybciej chcę się z niego wydostać.
Czy to moja wina, że nie kocham własnego dziecka?



