Nie znosiłam mojego teścia. Wciąż mnie krytykował i oskarżał. Powiedziałam dość!

Obudził mnie nieznajomy męski głos:

– Młoda damo, obudź się, to już koniec. Musisz wyjść!

Otworzyłam oczy. Wąsaty mężczyzna z nadwagą pochylał się nade mną z lekko poirytowanym wyrazem twarzy. Przestraszona rozejrzałam się dookoła, nie wiedząc, gdzie jestem i kim jest ten człowiek.

– Nie panikuj, jestem kierowcą autobusu. To już koniec trasy, czas wysiąść. Dobrze, że zdecydowałem się sprawdzić wnętrze. W przeciwnym razie zostałabyś zamknięta na kilka godzin.

O cholera! Wyjęłam telefon z torby, była druga po południu,  a liczba nieodebranych połączeń prawie przyprawiła mnie o zawał serca – 78. Wszystkie były od mojego męża i jego ojca. Mąż musiał wyjść do pracy dwie godziny temu i nie miał z kim zostawić dzieci. Musiałam zasnąć. Jak to się stało, że nie słyszałam telefonu? Spojrzałam i był wyciszony, często to robię od czasu narodzenia moich bliźniaków. Ciąża i poród były trudne. Aleksander urodził się z drobnymi komplikacjami, a Martynka, choć była zupełnie zdrowa, wymagała równie wiele uwagi. Jedno małe dziecko to niełatwe doświadczenie dla kobiety, a tu jest ich dwoje naraz! Marzyłam o bliźniakach i byłam bardzo szczęśliwa, gdy badanie USG wykazało bliźnięta, ale fizycznie i psychicznie byłam bardzo wyczerpana. Dwoje niemowląt, które ciągle płakały: każde z nich chciało być trzymane na rękach, chciało jeść, chciało, żeby zmienić mu pieluszkę na suchą. A ja byłam tylko jedna…

Mój mąż prawie nie pomagał  przy dzieciach. Zaraz po urodzeniu, bał się nawet wziąć je na ręce. Chodził wokół łóżeczek, przyglądał się im, ale na prośbę, by wziął dziecko, odpowiedział: „Nie, o czym ty mówisz, mogę je połamać, zobacz, jakie są malutkie!”.  Jednak nie złościłam się, bo pracował i utrzymywał rodzinę. Kupiliśmy foteliki bujane, maty rozwojowe, ubranka, pieluszki i kosmetyki pielęgnacyjne najwyższej jakości. Artur kupił wszystko, czego potrzebowały dzieci, nie skąpiąc pieniędzy na potrzeby rodziny. Jedyną rzeczą, za którą głowa rodziny nie chciała zapłacić, była niania.

– Dlaczego mielibyśmy chcieć, aby obca osoba opiekowała się naszymi dziećmi? Zwłaszcza, że mój ojciec mieszka niedaleko – może przyjechać i pomóc przy dzieciach – wystarczy do niego zadzwonić. Nigdy nie powie „nie”. Wiesz, że sam wychowywał mnie i mojego brata, moja matka zmarła przy porodzie. Jest świetny w kontaktach z dziećmi.

Nie potrafiłam wytłumaczyć mężowi, dlaczego teść nie jest mile widziany w naszym domu. To były wojskowy, surowy człowiek, który kontrolował wszystkich i wszystko wokół siebie, który był perfekcjonistą i zawsze mnie upominał za takie drobiazgi, jak nieumyte naczynia czy sterty niewyprasowanego prania, a dwójka małych dzieci nie była dla niego żadnym usprawiedliwieniem, bo on, mężczyzna, sam wychowywał swoich synów i ze wszystkim sobie radził! Nie rozumiał, że ja jestem inna i pozwalam, by w domu czasami panował bałagan!

Wyszłam z autobusu i próbowałam dodzwonić się do męża, ale ten nie odpowiadał, podobnie jak teść. Udało mi się złapać stopa, bo chciałam jak najszybciej wrócić do domu. Wsiadając do samochodu od razu poprosiłam kierowcę, że się spieszę, i żeby jechał maksymalnie szybko. Piętnaście minut później wyskoczyłam z samochodu przed swoim domem i wbiegłam po schodach na piąte piętro, nie czekając nawet na windę. Zapukałam cicho do drzwi, aby nie obudzić maluchów, ale nikt nie otworzył. Wyjęłam klucze, ale drzwi były zamknięte na wewnętrzny zamek. Nie miałam innego wyjścia, jak tylko zadzwonić dzwonkiem.

Zza drzwi rozległ się głos teścia:

– Wynoś się stąd! Wracaj tam, gdzie byłaś! Widziałem to wszystko przez okno – przywożą ją do domu samochodami, bez wstydu! Wróć do swojego kochanka. Zostawiłaś dzieci, mąż spóźnił się przez ciebie do pracy, a ty bezwstydnie wysiadasz przed domem z samochodu kochanka.

– Złapałam stopa, mężczyzna był tak miły, że podrzucił mnie do domu. Zasnęłam w minibusie. Otwórz drzwi!

– Po raz ostatni grzecznie Cię ostrzegam! Wyjdź stąd i zapomnij o rodzinie. Artur się z tobą rozwiedzie, a ty nigdy więcej nie zobaczysz swoich dzieci! Jakim przykładem może być dla nich matka-dziwka!?

Byłam w szoku. Przykucnęłam pod drzwiami i nie wiedziałam co robić ani dokąd pójść. Nie mogłam uwierzyć w to, co się dzieje. Przez głowę przebiegała mi tylko jedna myśl: „Nonsens, to się nie dzieje, to musi mi się jeszcze śnić!”.

Pozbierawszy się trochę, zapukałam do sąsiednich drzwi, aby zobaczyć się z przyjaciółką.

– Cześć Lidka. Przepraszam, że nic nie wyjaśniam, ale proszę pożycz mi telefon! Naprawdę tego potrzebuję!

Drżącymi rękami wykręciłam numer męża i modliłam się, żeby odebrał.

– Halo, Artur, nie odkładaj słuchawki, posłuchaj. Wiesz, jaka jestem zmęczona. Oluś i Martynka nie dają mi spać, płaczą na przemian z kolką i gazami. Zasnęłam dziś w autobusie. Mój telefon jest jak zwykle wyciszony, żeby nie obudzić dzieci. Obudziłam się na ostatnim przystanku, złapałam stopa, żeby szybciej wrócić do domu, a twój ojciec nie otworzył mi drzwi, mówiąc, że przywiózł mnie kochanek! Co to jest, do diabła? Moje dzieci są zamknięte w mieszkaniu! Zadzwoń do niego i powiedz, żeby natychmiast otworzył drzwi! Porozmawiamy wieczorem, gdy wrócisz z pracy. Nie mam żadnych kochanków! Zastanów się, jakiego ja mogę mieć kochanka, skoro jestem z dziećmi 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu! Jesteśmy tylko ty, ja i nasze dzieci.

Kończąc rozmowę, podziękowałam sąsiadce i wróciłam do swojego mieszkania. Tym razem drzwi zostały otwarte.

– Nie wiem, jakie bzdury wcisnęłaś mojemu synowi, ale ja ci nie wierzę i mój syn się z tobą rozwiedzie!

– Tak, w porządku. Dziękuję za pomoc i życzę miłego dnia – odpowiedziałam chłodno i poszłam do dziecięcego pokoju, upewnić się że z maluchami wszystko w porządku.

– Co Ty wyprawiasz? Zwariowałaś? – dobiegł ostry głos z korytarza.

– A jak myślisz, co ja robię? Jestem we własnym domu i sprawdzam, czy z dziećmi wszystko dobrze. Proszę zamknąć drzwi po drugiej stronie.

Teść poczerwieniał ze złości, widać było, że powstrzymuje się, jak tylko może. Po chwili stania gwałtownie odwrócił się i wyszedł z mieszkania, głośno trzaskając drzwiami. Wieczorem, gdy tylko Artur przekroczył próg zaczęliśmy rozmowę.

– Po pierwsze, muszę się wyspać! Przynajmniej raz na jakiś czas. Masz wolne dni i możesz czasem wstać w nocy i mnie zastąpić. Po drugie, potrzebuję pomocy! Mogę zorganizować nianię, która zabierze dzieci na spacer, a ja zajmę się sprzątaniem i gotowaniem. Po trzecie, twój ojciec nie będzie już próbował kontrolować naszego życia! Tak, dziś na niego naskoczyłam, i jeśli będzie tutaj przychodził i mnie obrażał, a Ty nic z tym nie zrobisz, odejdę. Wiem, że będzie mi ciężko z dziećmi, ale damy sobie radę! Nie zamierzam dłużej tego tolerować.

Artur słuchał mnie oszołomiony. W ciągu jednego dnia z cichej i słodkiej dziewczyny zmieniłam się w furiatkę, ale już byłam na skraju rozpaczy.

– Dobrze, kochanie, będę czasem wstawać w nocy, żeby nakarmić i przebrać dzieci i przyrzekam, porozmawiam z tatą, ale dlaczego nie powiedziałaś o tym wcześniej? Trzeba było po prostu ze mną porozmawiać i nie byłoby konfliktu.

W milczeniu podeszłam do męża i przytuliłam go. Czułam się tak dobrze w jego objęciach. Po raz pierwszy w swoim macierzyńskim życiu czułam się spokojna i opanowana i pewna, że to koniec konfliktu z teściem, mój mąż o to zadba.

 

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziewięć + dwadzieścia =

Nie znosiłam mojego teścia. Wciąż mnie krytykował i oskarżał. Powiedziałam dość!