Ludzie mówią, że na czyimś nieszczęściu nie da zbudować się swojego szczęścia, jednak ja się z tym zupełnie nie zgadzam i mam zupełnie inne doświadczenie. Dokładnie 17 lat temu odbiłam mojej najlepszej przyjaciółce faceta, z którym sześć lat temu wzięliśmy ślub. Wszystko to zaczęło się od jednego, niepozornego spotkania w domu mojej już byłej przyjaciółki.
Wróciłam wówczas z wakacyjnej pracy w Niemczech do Leszna. Z Mileną, moją najlepszą przyjaciółką, nie widziałam się przez 3 miesiące, więc to naturalne, że chciałam się z nią zobaczyć. Te 17 lat temu to były jeszcze czasy, kiedy połączenia zza granicy, jak i za granicę były drogie, dlatego nie miałyśmy regularnego kontaktu. Ja nie wiedziałam, co przez ten czas wydarzyło się u mojej przyjaciółki, a ona, co działo się u mnie. Po powrocie do Leszna umówiłyśmy się na spotkanie u Mileny.
Kiedy się spotkałyśmy, okazało się, że w ciągu tych kilku miesięcy przyjaciółka znalazła sobie faceta, ale nie byle jakiego – wysokiego, przystojnego, błyskotliwego i zabawnego. Tamtego wieczoru także przyjchał do Mileny i od razu mi się spodobał. Im dłużej z nim rozmawiałam, tym bardziej w głowie dudniła mi myśl o tym, żebym odbiła Milenie tego cudownego faceta.
Wiedziałam, jak to może się skończyć, ale gra była warta świeczki: albo zdobędę wymarzonego mężczyznę, albo zachowam przyjaźń. Myślałam nad tym długo i doszłam do wniosku, że cóż, przyjaźń to tylko przyjaźń, a dobrego faceta ciężko znaleźć, dlatego warto zaryzykować.
Uwodziłam Adama przez prawie rok. Musiałam działać bardzo ostrożnie, aby moja przyjaciółka nie od razu poznała moje plany. Nie chciałam, aby z tego zrobiła się większa awantura, niż musiała być. W końcu się udało! Adam mi uległ i rzucił przyjaciółkę. Oczywiście moja przyjaźń z Mileną nie przetrwała, ale ja niczego nie żałuję. Jesteśmy razem od 17 lat, mamy czworo dzieci, prowadzimy też z mężem wspólną firmę.
Szkoda, że musiałam dokonać tak trudnego wyboru, ale gdybym stanęła przed nim po raz kolejny, zrobiłabym to samo.
Dlatego dziewczyny, pilnujcie swoich chłopaków… ale uważajcie jeszcze bardziej na koleżanki!
