Marzena wyglądała jak normalna, przyszła matka. Bardzo cieszyła się że zostanie mamą i martwiła się o dziecko. Ciągle zadawała lekarzom różne pytania. Nie różniła się niczym od innych ciężarnych kobiet.
W nocy Marzena zaczęła rodzić i bardzo cierpiała z powodu bóli, w konsekwencji zagłuszając krzykiem cały oddział. O szóstej rano, na świat przyszło jej pierwsze dziecko – całkowicie zdrowy chłopiec. Piętnaście minut później, urodziła uroczą dziewczynkę.
Dziecko było w doskonałym zdrowiu, ale dziewczynka miała duże znamię na policzku.
Jako pierwszą, matce podano dziewczynkę, ale po chwili krzyknęła przeraźliwie i oddała ją położnej. Następnie podniosła chłopca, ostrożnie badając dziecko, przytuliła je delikatnie i pocałowała w czoło.
Personel pielęgniarski spojrzał na siebie, ale nic nie powiedział. Matka zachowywała się dość dziwnie, ale mogła to być reakcja na poród. Rano jednak wszystko stało się jasne – Marzena oddała dziecko. Swoje zachowanie tłumaczyła tym, że trudno byłoby jej wychowywać dwójkę dzieci po tym, jak porzucił je ojciec. Ponadto dodała:
„Co ja zrobię z takim dzieckiem, chciałabym mieć jeszcze małżonka, a w takiej sytuacji to wstyd, rówieśnicy będą ją wytykać palcami i będą o nas dyskutować”.
Powiedzieć, że byliśmy zszokowani tą decyzją, to jak nic nie powiedzieć. Zaczęliśmy ją przekonywać, tłumacząc, że wadę można łatwo skorygować, ale wszystko to okazało się bezskuteczne. Wydawało nam się wtedy, że znamię było tylko pretekstem do napisania listu odmownego dla jednego z dzieci.
Jednak następnego ranka, na oddziale pojawiła się para – mężczyzna i kobieta. Jak się okazało, mężczyzna był bratem Marzeny, a tym samym wujkiem dziecka.
Chłopak wraz z dziewczyną, postanowili zabrać siostrzenicę i uchronić ją przed wychowaniem w domu dziecka. Musieli zebrać wiele różnych dokumentów, ale wykonali świetną robotę i dziecko nie trafiło do sierocińca, ale do kochającej rodziny.



