Nie ta panna młoda. Walery był rozchwytywany przez wszystkich. Nigdy nie musiał się reklamować w g…

Obca narzeczona.

Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć historię o moim kuzynie, Bartku, który w pewnym momencie był rozrywany niczym świeże pączki na Tłusty Czwartek. Nigdy nie dawał ogłoszeń do gazet czy internetu, a jednak jego numer telefonu krążył po mieście wiesz, to takie klasyczne znajomy znajomego poleca. Prowadził wszystko, co się dało: koncerty, firmowe jubileusze, wesela, nawet parę razy imprezy w przedszkolu. Dzieciaki go uwielbiały, a mamy jeszcze bardziej.

Zaczęło się od tego, że jego przyjaciel Kuba się żenił, a zamówiony wodzirej po prostu się nie pojawił, bo nie ma co owijać w bawełnę popłynął na ostro. Czasu nie było, więc Bartek wziął mikrofon. W szkole kabarety, potem teatr amatorski Słowo, na studiach obowiązkowo Juwenalia i kabaretony, więc doświadczenie miał. Imprezę wtedy poprowadził genialnie, a na miejscu jeszcze dwie osoby zapytały, czy nie mógłby zostać konferansjerem u nich.

Po studiach pracował w jednym z krakowskich instytutów, zarabiał śmieszne pieniądze ledwo starczało na życie w Krakowie, nie mówiąc już o wyjściu na miasto. Jak się okazało, za prowadzenie imprez płacili znacznie lepiej i to w polskich złotych, a nie za worek ziemniaków i kilogram jabłek. Szybko się okazało, że za jedno wesele dostaje tyle, co za miesiąc pracy w instytucie.

Po roku stwierdził: dość, rzuca robotę, zainwestował w porządny sprzęt z własnych oszczędności, założył działalność i został panem swojego losu. Żeby było śmieszniej, poszedł jeszcze na lekcje śpiewu głos miał dobry od zawsze. W końcu zaczął być nie tylko wodzirejem, ale i śpiewającym prowadzącym a trzy razy w tygodniu dodatkowo śpiewał w restauracji Pod Smokiem.

No i Bartek ma już 30 lat, całkiem przystojny, znany jako dobry DJ, wokalista, prowadzący, potrafiący rozkręcić każdą imprezę. O żeniaczce nie za bardzo myślał po co, skoro dziewczyny same wpadały w ręce? Ale kumple zaczęli się ogarniać, zakładać rodziny, no to i jemu się zachciało trochę stabilizacji. Tylko z kim? Bo te łatwe, to trochę nie to wiadomo, co mam na myśli. On chciał jedną, na zawsze.

Trzeba by poznać jakąś młodą dziewczynę, trochę pod siebie wychować, a jak skończy osiemnastkę, to brać ślub. Idealna żona żartował.

Przyjmował nawet propozycje prowadzenia studniówek czy osiemnastek, żeby się rozejrzeć, może jakaś się trafi, ale młode dziewczyny coraz bardziej go rozczarowywały. Mimo wszystko się nie zrażał jak sam mówił, był na polowaniu na rzadkiego ptaka. No i wtedy los postanowił sobie z niego zakpić.

Nic się początkowo nie zapowiadało. Dzwoni kobieta, powołuje się na znajomą: Potrzebujemy wodzireja na wesele. Ma pan wolny siedemnasty czerwca? Super! To może się spotkamy?

Spotkali się i Bartek twierdził, że pierwszy raz w życiu naprawdę zrozumiał powiedzenie, że ziemia osuwa się spod nóg. Ta kobieta, Ewa, była absolutnie zjawiskowa. Nie dość, że piękna, to jeszcze konkretna i ogarnięta wie, czego chce. Bartek przez chwilę zadumał się komuś się poszczęściło! Szacował ją na około 25, może 28 lat, ale potem wspomniała, że była harcerką za Gierka, więc spokojnie miała ponad 40!

Dogadali wszystkie szczegóły, Ewa co prawda nie chciała podpisywać umowy po co, ufam panu, ma pan świetne referencje! ale Bartek się uparł on zawsze i wszędzie z umową, bo z fiskusem się nie zadziera.

W trakcie spotkania dźwięk sms-a. Ewa zerknęła na telefon: O, już po mnie narzeczony przyjechał. Może pana podwieźć? Bartek odmówił, ale i tak ją odprowadził, zobaczyć chemię młodych. Ale to nie ciekawość nim kierowała, tylko zwyczajna zazdrość. No i wyobrażał sobie, że narzeczony to jakiś dojrzały facet po czterdziestce. Tymczasem podjeżdża autem chłopak ewidentnie młodszy od Bartka: Ewa, wszystko OK? Ta się uśmiecha, wsiada do auta, a przyszły pan młody zwraca się do Bartka: Pan będzie prowadził nasze wesele? Świetnie, słyszałem od Pawła, że jest pan najlepszy. Robert jestem, przyszły małżonek. Bartek aż zgrzytnął zębami, ale oficjalnie się uśmiecha: Bartek. Miło poznać.

I od tego dnia już nie spał spokojnie. Każdy pretekst był dobry, żeby zadzwonić do Ewy, usłyszeć jej głos, cokolwiek. Dzień ślubu się zbliżał, a Bartek miał wrażenie, że postradał zmysły. Jednemu kumplowi tylko się zwierzył, a ten go podpuścił: A co z tymi młodymi do wychowania na żonę?.

Bartek tylko machnął ręką: Jakie tam młode! Ewa to ideał, innej nie chcę. Na radę, żeby wyznać jej to wprost zareagował dość ostro: Pogięło cię? Wychodzi za mąż, znaczy zakochana. Po co jej zawracać głowę?.

Od czasu do czasu podskakiwał do niego szczęśliwy Robert z jakąś sprawą od Ewy. Wtedy Bartek miał ochotę zatopić mu zęby w ramieniu, ale się powstrzymywał. Nawet zaczął się zastanawiać, czy nie rzucić tej roboty byleby nie szarpać sobie nerwów. Ale wtedy przecież już nigdy nie zobaczy Ewy I zawsze jednak wracał do roboty.

Dwa dni przed weselem Ewa jeszcze raz przyszła do Bartka, żeby jak powiedziała dopieścić scenariusz. Biuro Bartka akurat miało remont, więc spotkali się u niego w mieszkaniu. Chichrali się, dużo gadali nie na temat, atmosfera była luźna, a Ewa wyjątkowo promienna. Wreszcie Bartka tknęło zaproponował kieliszek szampana za idealny ślub. Ewa przyjęła bez wahania.

No i w tej atmosferze napięcia, zagapił się i ją pocałował. A ona oddała pocałunek. I po ptakach, wiesz, eksplozja.

Bartek obudził się następnego dnia sam jak palec. Rozgląda się czy to naprawdę się wydarzyło? Po jej śladzie tylko zapach perfum na poduszce, ale już wiedział, że to nie był sen. Zadzwonił do Ewy:

Cześć

A ta kompletnie na luzie: Hej! Jak tam? Wybacz, że uciekłam bez pożegnania, ale już rozumiesz, ostatnie przygotowania, jutro ślub!

To jednak ślub będzie? Bartek prawie szeptem.

No jasne! A czemu nie miałoby być? Wszystko super!

I nagle do Bartka dotarło co, wszystkie kobiety są aż tak cyniczne?! Jak ona spojrzy narzeczonemu w oczy? Wariował z zazdrości, był bliski tego, żeby zrobić jakąś akcję na weselu, po czym sam szczerze przyznał przed sobą: i tak ją kocham, nawet jeśli jest okropna.

Na salę weselną przyjechał wcześniej. Dekoratorki poprawiały kwiaty, zerkały po kątach. I wtedy podeszła do niego Ewa.

Hej. Zerwałam się zaraz po ślubie cywilnym, tak bardzo chciałam się z tobą zobaczyć uśmiechała się jak słońce. Bartek tylko patrzył: Jak to, po cywilnym? To jednak wyszłaś za mąż? dukał.

No tak, tylko to nie ja! Moja córka, Kasia! Studiuje w Gdańsku, wczoraj przyleciała. Ty naprawdę myślałeś że ja jestem panną młodą? Ewa aż się roześmiała ten jej śmiech był taki czysty i szczery, że Bartek też nie mógł się nie śmiać.

I wtedy w końcu zrozumiał. Ewa nigdy nie mówiła ja i mój narzeczony, zawsze narzeczona z narzeczonym. Robert też mówił do niej oficjalnie Ewa. Jak on sam tego nie zauważył? No trudno.

A ty jesteś wolna? zapytał w końcu, a kiedy Ewa skinęła głową, wystrzelił: Wyjdź za mnie! Proszę

Wesele to już była petarda. Bartek pobił sam siebie jako prowadzący goście bawili się znakomicie. Młoda para podeszła podziękować: Dziękujemy bardzo, nie wiemy jak się odwdzięczyć!

A Ewa tylko spojrzała na Bartka: Ja już się nim zaopiekuję. Idźcie do limuzyny, wszystko jest pod kontrolą.

Wiadomość, że Bartek żeni się z kobietą dziewięć lat starszą, rozeszła się po rodzinie chyba szybciej niż plotki o wygranej w totka. Najpierw byli zaskoczeni, potem zobaczyli Ewę i stwierdzili jednogłośnie: Chyba każdy by się zakochał!

A Ewa i jej córka Kasia urodziły w odstępie dwóch tygodni.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

20 − 3 =

Nie ta panna młoda. Walery był rozchwytywany przez wszystkich. Nigdy nie musiał się reklamować w g…