Nie potrzebujemy takiej pomocy od babci

Po urodzeniu dziecka, wszystkie obowiązki natychmiast spadły na mnie. Oczywiście mam męża, ale on pracuje cały dzień i wieczorem wraca na kolację. Na początku trochę zazdrościłam ludziom, których dziećmi opiekują się babcie. Pomogą w przygotowaniu posiłków i wyprowadzą dziecko na spacer, pobawią się z nim, podczas gdy mama bierze prysznic lub pije kawę.

Pewnego dnia zadzwoniła moja teściowa i powiedziała, że przyjedzie pomóc przy dziecku. Ucieszyłam się z tego, ale niestety nie trwało to długo.

Babcia oczywiście pomogła, ale nie w taki sposób, jaki był potrzebny, udzielała takiej pomocy, jakiej ona uważała. Chciała podać dziecku wodę i to siłą. Babcia nie zwracała uwagi na to, że córka właśnie wypiła mleko matki i nie potrzebowało więcej płynów.

Argumentowała to w następujący sposób:

– Jadła, musi pić.

Karmiłam moją córkę na żądanie, teściowa spojrzała na mnie z niezadowoleniem i powiedziała:

– Gdyby trochę pokrzyczała, nic by się nie stało. Zamiast natychmiastowego karmienia piersią, można ją raczej pokołysać, a tak zrobisz z niej grubasa.

Potem babcia chciała dać dziecku trochę soku.

– Dziecko musi mieć witaminy! Co takiego jest w Twoim mleku, że jest dla niej dobre? Musimy wzmocnić jej system odpornościowy.

Matka mojego męża uważa też, że robię źle, bo nie używam zwykłych pieluch do owijania dziecka. Mam tylko kilka  tetrowych pieluch, przeznaczonych do innych celów. Chociaż bardzo się opierałam, kilka razy bardzo mocno owinęła nimi dziecko.

– Żeby lepiej spała, trzeba mocno zawinąć rączki i nóżki – stwierdziła.

Nie, moja córka nie spała dobrze tej nocy. Wręcz przeciwnie, krzyczała, bo nie była przyzwyczajona do unieruchomienia.

Babcia zabrała mi córkę, gdy chciałam ją wykąpać w nieprzegotowanej wodzie. Ponadto twierdziła, że woda była zbyt zimna, czego ja nie uważałam.

Pewnej nocy wstałam i zobaczyłam obok mojej córki butelkę z gorącą wodą, dziecko obficie się pociło. Teściowa uznała, że moja córka jest przeziębiona, na dodatek zamknęła okna.

Wiem, że kiedyś tak nas wychowano, ale to nie znaczy, że tak należy postępować.

Zapytałam ją grzecznie:

– Czy możemy wychować dziecko po swojemu?

– Radźcie sobie sami! – powiedziała i wyszła.

Nie, nie obraziła się, nie przestała się z nami kontaktować. Czasami przyjeżdża na jeden dzień, żeby zobaczyć, jak sobie sama radzę, więc jej mówię:

Wnoszę ciężki wózek po schodach, zabieram dziecko do różnych urzędów w celu załatwienia różnych spraw. Gdy wchodzę do drzwi wejściowych, jedną ręką wstukuję kod na domofonie, a drugą próbuję szybko wejść do środka, żeby drzwi się nie zamknęły. Prysznic biorę dwie minuty, tyle samo jej śniadanie.

Teraz mam już wprawę w robieniu wszystkiego samemu. Rozumiem, że babcia jest bardziej zainteresowana zabawą z wnuczką niż pomocą. Mam nadzieję, że komunikując się z moją córką, nie będzie próbowała robić wszystkiego po swojemu.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

3 + osiem =

Nie potrzebujemy takiej pomocy od babci