Nie potrzebowałem chorej żony, więc zakończyłem związek z Natalią. 10 lat później wpadłem na nią przypadkiem na mieście i mocno pożałowałem swojej decyzji

Nie potrzebowałem chorej żony, więc zakończyłem związek z Natalią. 10 lat później wpadłem na nią przypadkiem na mieście i mocno pożałowałem swojej decyzji

Mam na imię Szymon i mam 43 lata. Od najmłodszych lat byłem dosyć nieśmiałym człowiekiem. Pracowałem w zawodzie inżyniera i to praca, która nie wymaga zbyt wielkich kontaktów z drugim człowiekiem. Po śmierci ojca zamieszkałem z mamą, aby zaoszczędzić pieniądze na własne lokum, a poza tym nie chciałem, aby była sama po stracie swojego ukochanego męża. Przez ten cały czas przyjaciele kilkukrotnie próbowali przedstawić mnie jakimś swoim miłym koleżankom, ale ja za każdym razem płoszyłem się i nie potrafiłem zrobić kolejnego kroku. Nie potrafiłem zmienić czegoś w swoim życiu mimo, że nawet mama nalegała i powtarzała, że powinienem założyć rodzinę, aby nie zostać samemu. Nie potrafiłem jednak utrzymać żadnej znajomości z kobietami na dłużej.

I pewnego dnia stało się coś nieoczekiwanego – w tramwaju spotkałem Natalię. Piękna, zgrabna, a do tego miła. Wymieniliśmy się telefonami i zaczęliśmy się spotykać. Chodziliśmy do kina, do kawiarni, po prostu spotykaliśmy się i dużo ze sobą rozmawialiśmy. Miałem już wtedy 30 lat.

Kiedy wydałam na siebie prawie ostatnie pieniądze miałam ogromne wyrzuty sumienia, ale wtedy mama dała mi pewną radę, która zmieniła moje życie

Spotykaliśmy się tak przez prawie rok i jakoś tak się przyzwyczaiłem do Natalii. Natalia nocowała u nas, pomagała mamie w pracach domowych. Pomyślałem, że to chyba dobre rozwiązanie i może czas się jej oświadczyć. W końcu mógłbym mieć rodzinę, dzieci i żylibyśmy jak ludzie. Pewnego jednak dnia, kiedy byliśmy z Natalią na randce, ona zasłabła. Wezwałem karetkę i Natalię zabrano do szpitalu w celu zrobienia badań. Okazało się, że ma jakiś wrzód na żołądku. Starałem się ją wspierać, ale w głębi duszy wariowałem. Dobrze, może to tylko chwilowe, ale co będzie, jeśli całe życie będzie miała jakieś dolegliwości? Szczerze mówiąc to nie na takie życie się pisałem i nie chcę wiązać się z chorą kobietą. Przecież może zachorować na coś gorszego, potem umrzeć. Pół biedy, jeśli nie mielibyśmy jeszcze dzieci, ale jeśli już będziemy je mieć, to zostanę wdowcem i co wtedy? Jak ja bym sobie sam poradził z wychowaniem dzieci? Ta perspektywa wydawała mi się bardziej przerażająca niż samotność. Strach przed chorą żoną, którą być może trzeba będzie się opiekować, całkowicie mnie przytłoczył. Kiedy Natalia wyszła ze szpitala, po jakimś czasie z nią zerwałem. Jakiś czas później zacząłem za nią tęsknić i zdałem sobie sprawę, że naprawdę ją kochałem. Chciałem nawet odbudować tę znajomość, ale było już za późno – Natalia nie chciała mnie już znać.

Teraz po 10 lat od tamtej sytuacji wpadłem przypadkowo na Natalię na ulicy. Zdrowa, kwitnąco wyglądała, a u jej boku był synek, na oko miał 7 lat. Zalała mnie wtedy fala żalu – to mogła być moja żona! Staliśmy tak przez chwilę na ulicy rozmawiając, ale potem Natalia powiedziała, że musi wracać do męża, więc się pożegnaliśmy.

Chyba takie jest moje przeznaczenie – muszę przeżyć życie sam, ale jestem też sam sobie temu winien. Mogłem mieć szczęśliwą rodzinę, ale bałem się wzięcia odpowiedzialności za drugą osobę, jak jakiś zwykły egoista.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

6 + 19 =

Nie potrzebowałem chorej żony, więc zakończyłem związek z Natalią. 10 lat później wpadłem na nią przypadkiem na mieście i mocno pożałowałem swojej decyzji