Prawdopodobnie podczas porodu lekarze kilka razy obili mi jakoś głowę, bo inaczej nie umiem tego wytłumaczyć. Coś ewidentnie jest ze mną nie tak i jakiś powód tego musi przecież być. Kiedyś nawet chciałam iść do psychiatry, ale z braku pieniędzy odłożyłam ten pomysł na przyszłość. Póki co radziłam sobie jak mogłam, a że sama mogłam niewiele, to to radzenie nie wychodziło mi za dobrze.
Nie za bardzo potrafię rozmawiać z ludźmi. Nie umiem już chyba normalnie bez sarkazmu czy czarnego humoru odpowiadać i rozmawiać z drugim człowiekiem. Najgorzej jest jednak, gdy próbuję znaleźć sobie faceta. Przez to, jaki mam sposób komunikacji, bardzo szybko ze mną zrywają.
Ostatni facet, z którym się spotykałam, rzucił mnie dzień po wspólnej kolacji z jego rodzicami.
Obiecałam sobie wtedy, że nie będę żartować, ale nie mogłam dotrzymać obietnicy. Po prostu nie potrafiłam się powstrzymać. Zamiast jakoś normalnie się przywitać i porozmawiać o czymś normalnym, to od razu na wstępie zażartowałam, że jestem w ciąży. Potem szybko się ogarnęłam, przeprosiłam i powiedziałam, że to taki żarcik na rozluźnienie atmosfery, ale potem było tylko gorzej.
Mama mojego chłopaka zapytała, czy między mną a jej synem to coś poważnego… Odpowiedziałam, że bardzo poważnie myślimy o naszej przyszłości, bo przecież gdyby było inaczej, to po każdej nocy spędzonej z jej synem nie byłabym taka obolała, zatem poważnie pracujemy nad przyszłością. Żart spodobał się tylko ojcu chłopaka, a jego mama przewróciła tylko oczami. A ja dopiero po chwili ugryzłam się w język. Było już jednak za późno.
Kiedyś w pracy zapytano mnie, dlaczego ciągle żartuję, a ja odpowiedziałam, że gdybym nie żartowała, to dawno temu musiałabym już wsypać trutkę na szczury do kawy każdemu z naszego zespołu. Niestety nikt nie zrozumiał tego żartu i wszyscy ponuro na mnie patrzyli.
Z rodziny kontakt mam tylko z moją matką i kuzynką, a reszta mnie nie lubi. Nawet nie zapraszają mnie na żadne imprezy, bo obawiają się, że palnę coś głupiego. Najwyraźniej gdybym była upośledzona umysłowo, byłoby im łatwiej mnie tolerować, a w takiej sytuacji unikają mnie jak ognia.
Tak żyję. Sama z moim głupim poczuciem humoru. Nie cieszę się z tego, ale co mam poradzić? Za każdym razem obiecuję sobie, że tym razem będę się zachowywała poważnie, rozsądnie, z klasą i guzik mi z tego wychodzi. Już lepiej byłoby być niemową, niż rzucać takimi głupimi tekstami.
