Jestem już zmęczona swoimi sąsiadami i naprawdę nie wiem, jak sobie poradzić z tą całą sytuacją.
Po przeprowadzce do nowego mieszkania byłam psychicznie przygotowana na wszystko. Wiem przecież, że sąsiedzi bywają różni, szczególnie kiedy jest mowa o mieszkaniu w bloku z wielkiej płyty. Nie mieszkałam w takim miejscu pierwszy raz, więc miewałam różnych sąsiadów – takich, którzy imprezowali, albo mieli małe dzieci, które płakały w środku nocy, a cienkie ściany nie pozwalały spać. Mimo wszystko nie myślałam, że trafię na takich sąsiadów, którzy generują tak ogromny hałas i to przez prawie cały czas. W dodatku robią to bardzo regularnie, ja wręcz już wiem, w które dni tygodnia muszę przygotować się na hałasy. Są to poniedziałki, piatki i soboty, czasami też zdarza się w niedzielę rano, chociaż to zancznie rzadziej niż w poprzednio wymienione dni.
Gdyby tylko słuchali jakiejś głośne muzyki, jeszcze bym to przeżyła, to samo, gdyby imprezowali, ale niestety sprawa dotyczy awantur, które ciągle dzieją się w ich czterech ścianach.
Prawdopodobnie nie jestem jedyną osobą, która słyszy ich wzajemne obrzucanie się wyzwiskami, wyzywanie się, a czasami nawet rzucanie czymś w siebie. Czasami widzę, jak od czasu do czasu na ich drzwiach wisi przyklejona karteczka z gniewną wiadomością o tym, aby w końcu się uspokoili, bo nikt nie chce słuchać ich kłótni. Raz nawet ktoś w przypływie złości wysmarował ich drzwi… psią kupą. Sąsiedzi mają więc chyba sporo wrogów w bloku, ale wcale im się nie dziwię.
Na początku te ich kłótnie aż tak bardzo mi nie przeszkadzały. Myślałam, że mają jakiś gorszy okres i z czasem to minie. Przyznam, że nawet ciekawiło mnie to, o co oni tak ciągle się kłócą i próbowałam coś dosłyszeć. Niestety, wcale nie minęło, a mnie znudziło się słuchanie szczegółów ich problemów związkowych. Zresztą, oni kłócą się o wszystko. Najwidoczniej nie potrafią ze sobą rozmawiać jak normalni ludzie, a jedynym ich argumentem jest poidniesienie głosu.
Nie rozumiem też, dlaczego Ci sąsiedzi dalej ze sobą są, skoro i tak ciągle się ze sobą kłócą? No chyba, że właśnie im to odpowiada – mają adrenalinę, rozrywkę, a ich temperamenty nie pozwalają im na bycie w innym związku. Wszystko świetnie, tylko czy na tym muszą cierpieć inni?



