Jestem jedną z tych osób, które odmówiły płacenia za pobyt w prywatnej klinice. Moja ginekolog miała tam pół etatu i obiecywała, że jeśli się na to zdecyduję, to zadba o mnie jak nikt nigdzie indziej. Ja jedna wiedziałam, że to zniszczy mój budżet i będzie mi potem bardzo ciężko, bo przecież kilkudniowy pobyt w takim miejscu wynosi nawet kilkanaście tysięcy złotych!
Niestety nie mam takich pieniędzy, więc zdecydowałam się urodzić w zwykłym szpitalu. Zostałam tam początkowo ciepło przyjęta i na chwilę pomyślałam, że jestem szczęściarą – ot, nie zapłaciłam za pobyt w prywatnej klinice, a mimo tego należycie się mną zaopiekują. Fakt, okazało się, że jestem szczęściarą, ale nie ze względu na to, co stało się dalej, ale ze względu na to, ze jestem bardzo silną i zdeterminowaną kobietą.
Poród był bardzo ciężki. Kiedy zaczęłam rodzić, lekarze nie byli dostępni, zajmowali się czymś innym, a pielęgniarki długo nie wychodziły z dyżurki mimo, że długo je wzywałam. Dopiero kiedy zaczęłam krzyczeć, aby ktoś zwrócił na mnie uwagę i mi pomógł. Dobrze, że miałam siłę walczyć, bo inaczej chyba musiałabym urodziń sama i to na podłodze szpitalnego korytarza.
Jestem wdzięczna Bogu, że wszystko dobrze się skończyło, ale także i sobie, że miałam na tyle silną wolę, by zawalczyć o siebie i zdrowie mojego dziecka. Po wielu godzinach ogromnego bólu myślałam już tylko o tym, że mam moją piękną córeczkę – reszta nie miała już znaczenia.
W sali leżała ze mną dziewczyna, która zapłaciła łapówkę lekarzowi i pielęgniarkom, dzięki czemu traktowano ją jak królową, byli na każde jej zawołanie, no i oczywiście nie rodziła naturalnie, tylko od razu wykonano jej cesarkę. Mnie za to ignorowano i dopiero kiedy mocno domagałam się uwagi, wtedy dopiero się nami interesowali.
Żyjemy w brudnym, skorumpowanym świecie. Pracownicy medyczni nie chodzą do pracy, żeby pomagać, tylko żeby żebrać o łapówki. Są też inni, tacy uczciwi, ale jest ich bardzo mało, jednak cieszę się, że w ogóle są i dziękuję im za to szczerze.



