Niedawno jednak z moim dawnym kolegą postanowiliśmy coś zjeść i wypić po piwie. Usiedliśmy w przyjemnej lokalnej knajpie i czekaliśmy na to, aż zostaniemy obłużeni, ale kelnerka ciągle nas omijała, jakby lokal był pełen klientów, a wcale tak nie było i w rzeczywistości zajęte były tylko 3 stoliki.
Po prawie pół godzinie pojawiła się i dość niechętnie zapytała, co zamawiamy. Przyniosła nam piwo, a przekąski dotarły, kiedy nasze szklanki już były puste. Zapytałem ją, dlaczego tak długo się ociągała, a ona odparła opryskliwie, że nie ma trzech par rąk i nie ogarnie wszystkiego na raz.
Kiedy odkryłam, że mój mąż ma prawdopodobnie romans z innym mężczyzną, mój świat się zawalił!
Przez cały czas kiedy tam byliśmy, ani razu nie wyrzuciła zawartości popielniczki a na końcu, kiedy nie dostała napiwku (po prostu nie było za co go jej dać), spojrzała na nas morderczym wzrokiem.
Poczuliśmy się jak intruzi, którzy z jakiegoś powodu oczekują, że zostaną obsłużeni. Było mi wyjątkowo nieprzyjemnie.
Zastanawiam się, jak te młode dziewczę będzie zarabiać pieniądze, jeśli zawsze będzie tak ponure i nie będzie obsługiwać klientów na odpowiednim poziomie?
Nikt nie wchodzi do lokalu, żeby mu popsuto humor i nerwy, tylko żeby odpocząć i się zrelaksować. A ci, którym nie chce się pracować, po prostu nie powinni tego robić i zatruwać życia sobie i innym. Wiem, że tym listem raczej niczego nie zmienię, ale postanowiłam podzielić się moim oburzeniem.