Jestem w drugim małżeństwie. Mam syna z pierwszego małżeństwa, który ma 11 lat oraz syna, który ma rok i to nasze wspólne dziecko – moje i mojego aktualnego męża.
Moja teściowa po prostu nienawidzi mojego starszego syna. Ma też wnuczkę, która jest córką szwagierki i teściowa często ją do nas przyprowadza. Uważa, że skoro i tak siedzę na urlopie macierzyńskim z drugim synem, to mogę przy okazji zająć się jeszcze jednym dzieckiem, a w tym czasie szwagierka będzie mogła zająć się swoimi sprawami.
Szkoda tylko, że zawsze, kiedy dziewczynka u nas przebywa, każda jej taka wizyta kończy się jakąś awanturą. Mała na wszystko się skarży, a to, że nie chciałam jej dać czekolady, a młodszy syn nie dał jej jego ulubionego misia. Skarży się na wszystko i oczywiście też koloryzuje. Już dwa razy powiedziała, że mój starszy syn ją uderzył, podczas gdy on, obrażany przez nią różnymi wyzwiskami, rzucił w nią pluszakiem i poszedł do swojego pokoju, aby nie musieć z nią mieć nic do czynienia.
Starszy syn chodzi już przecież do szkoły, potrzebuje spokoju, a przez córkę szwagierki może tylko o tym pomarzyć. Kiedy siedzi w pokoju i odrabia lekcje, ona przychodzi do niego i mu specjalnie przeszkadza, a potem jeszcze mówi, że ją ignorował i nie chciał się z nią bawić. Teściowa oczywiście we wszystko wierzy wnuczce, a nie mnie oraz mojemu synowi, co kończy się tym, iż wyzywa mnie od złych matek, która nie potrafi dobrze wychować dziecka.
Mówiłam jej już, że jeśli im się coś nie podoba, to niech więcej nie przyprowadzają do nas dziewczynki, jednak ona i tak stale to robi. Ostatnio dziewczynka zaczęła mnie otwarcie szantażować: „Jak nie dasz mi batonika, to powiem babci, że mnie bijesz, a wtedy popamiętasz!”. A ona nie może jeść słodyczy, bo ma problemy ze zbyt wysokim cukrem. W ogóle kto to widział, żeby dziecko tak szantażowało osobę dorosłą!
Nie wiem, co robić. Mąż próbował rozmawiać z teściową, ale ona rzuca się na niego i jedynym jej argumentem jest to, że powinien stać po jej stronie, bo jest jej synem, a moje pierwsze dziecko to jakaś przybłęda, której nie warto bronić.
I tak swoją drogą, to wnuczce pozwala na wszystko. Ostatnio na rowerze potrąciła dwuletnie dziecko sąsiadki, a kiedy jej rodzice zaczęli mówić teściowej, że mała powinna przeprosić, teściowa odpowiedziała: „No i dobrze, wnuczka za nic nie będzie przepraszać, a Twoje dziecko niech patrzy, co robi”.
Nie wiem, co robić, ale mam już dość tych awantur!

