Moje dziecko nie wychowywało się ze mną. Z mężem rozwiedliśmy, gdy synek miał pięć lat. Znalazł sposób, by mi go odebrać. Wówczas miałam problemy w pracy, zarabiałam dosyć mało, a w dodadatku nie było mnie stać na wynajem mieszkania i pomieszkiwałam kątem u swojej przyjaciółki, dlatego mąż zaproponował, że dziecko zostanie z nim. Nie miałam za bardzo wówczas innego wyboru, więc się zgodziłam. Bardzo wtedy cierpiałam, naprawdę trudno jest mi wyrazić emocje, które wówczas odczuwałam.
Później ograniczał mi kontakt z synem, aż w końcu zrobił wszystko tak, że go zupełnie straciłam. Wtedy pomyślałam, że dla dziecka to też niezwykła huśtawka nastroju i aby nie zdradzić go po raz kolejny uznałam, że nie będę póki co niczego zmieniać w jego życiu. Wtedy też wpadłam w głęboką depresję. Dzięki znajomym od czasu do czasu miałam jakieś informacje o moim synu, dlatego wiedziałam jak wygląda, jak się uczy i gdzie się uczy. To tak bardzo boli, kiedy nie można zobaczyć dziecka, które się urodziło i które tak bardzo się kochało.
Mój mąż mnie nienawidzi. To dość despotyczny człowiek, dla którego kobieta to nawet nie jest człowiek, tylko pomoc domowa i matka dla swojego dziecka. Mimo wszystko szybko znalazł sobie po mnie „zastępstwo” i teraz jakaś inna kobieta wychowuje swojego syna. To był kolejny bolesny cios w moim życiu, ale ukryłam go głęboko, bo w przeciwnym razie chyba bym tego nie przeżyła.
Kiedy syn już był w wieku nastoletnim i sam był w stanie bardziej świadomie postrzegać rzeczywistość, zaczęłam stopniowo szukać z nim kontaktu, skadałam życzenia z okazji świąt i urodzin. Początkowo odpowiadał mi niechętnie, ponieważ nawet mnie sam nie pamiętał, a ojciec naopowiadał mi o mnie samych złych rzeczy.
Pierwszy raz od rozwodu zobaczyłam syna, gdy ten miał już 19 lat. Spotkanie było trochę niezręczne, byliśmy sobie praktycznie obcymi ludźmi. Starałam się szczerze mówić o powodach, dla których odeszłam, dowiedziałam się o sobie wielu interesujących rzeczy, które powiedział mu o mnie jego ojciec, chociaż oczywiście wielu rzeczy mu też nie powiedział. To było dziwne uczucie zobaczyć mojego syna po tylu latach tym bardziej, że zapamiętałam go jako małego chłopca. Co zaskakujące, pomimo tego, że syn wychowywał się przy ojcu i on był dla niego przykładem, to syn nie był do niego podobny pod względem charakteru i zachowania. Naprawdę chciał mnie poznać i był dość szczery. Wydawało mi się jednak, że przede mną siedzi nieznajomy, a nie syn. Tak, może ktoś mnie osądzi i zapyta, dlaczego o niego nie walczyłam, nie zabrałam od ojca, ale było wiele powodów i nie usprawiedliwiam się w żaden sposób, po prostu tak wyszło. Zastanawiam się tylko, czy syn kiedykolwiek mi wybaczy.
Nigdy nie urodziłam kolejnego dziecka. Może to strach, może nawyk bycia wolną od obowiązków przez tyle lat przez tyle lat. Ale martwi mnie to, że nie czuję silnej matczynej miłości, jakby to nie było moje dziecko. Nie wiem, co z tym zrobić i czy cokolwiek powinnam.
