Mamy z żoną jedynego syna, który ma zaledwie 23 lata. Jest na pierwszym roku studiów magisterskich, nie pracuje i my opłacamy mu naukę. Wynajmujemy mu pokój na stancji, bo nie dostał miejsca w akademiku i niestety, to wszystko nie jest najtańsze.
Jakiś czas temu nasz syn przyszedł przedstawić nam swoją dziewczynę, a w zasadzie narzeczoną. Dziewczyna była w ciąży, więc przyszli do nas po radę na temat tego, co powinni zrobić dalej. Alina, jego narzeczona, jest od niego młodsza o 5 lat i ma obecnie zaledwie 18. Zrobiła na nas jednak dobre wrażenie. To miła, dobrze wychowana i spokojna dziewczyna. Wiadomość o ciąży oczywiście nam się nie spodobała, bo uważamy, że są na to za młodzi, ale cóż, skoro już to się stało, to obiecaliśmy, że mogą liczyć na naszą pomoc i wsparcie.
Ucieszyło nas jednak to, że syn nie uchylił się od obowiązku łożenia na dziecko i chciał się zaopiekować zarówno nim, jak i swoją dziewczyną. Jednak wychowaliśmy go dobrze. Zdecydowaliśmy z mężem, że musimy poznać rodziców dziewczyny, dlatego zorganizowaliśmy u nas spotkanie, na które ich zaprosiliśmy. Przyjęliśmy ich z suto nakrytym stołem, a oni też odnosili się do nas bardzo pozytywnie i przynieśli domowej roboty ciasto oraz nalewkę.
Jak dziewczynka dała nauczkę szkolnemu prześladowcy
Siedzieliśmy i rozmawialiśmy na temat przyszłości naszych dzieci. Wiedzieliśmy, że młodzi chcą wesela, nie jakiegoś wielkiego, ale mimo wszystko to i tak dosyć spory wydatek. Nie mieliśmy dużo pieniędzy, ale wiedzieliśmy, że kiedy zaczniemy ostro oszczędzać i pożyczymy trochę pieniędzy od rodziny, to uda się zorganizować przyjęcie weselne. Tak, wesele będzie skromne, ale mimo wszystko będzie piękne.
Wraz z rodzicami dziewczyny zdecydowaliśmy, że podzielimy się kosztami po połowie. Kupiliśmy młodym obrączki i zapłaciliśmy połowę kwoty za przyjęcie w restauracji. Jednak chwilę przed planowanym weselem nasz syn przyjechał do domu bardzo zmartwiony i powiedział, że rodzice dziewczyny uznali, że wszystko koszmarnie podrożało, więc ich nie stać na wyprawienie wesela. Dodali, że jest mężczyzną, a także prawie mężem Aliny, więc to on powinien według nich za wszystko zapłacić.
Bardzo nas to zasmuciło, bo już wszystko było prawie gotowe, a oni nagle się wycofali. Goście zaproszeni, a my co, mamy odwoływać wesele?
Teraz nie wiem, co robić. W końcu zapłacili drugą połowę za przyjęcie w restauracji, a tak poza tym nie wydali ani grosza więcej. Nawet nie kupili swojej córce sukni ślubnej. Teraz to my musimy się zadłużyć, żeby ślub doszedł do skutku, ale stwierdziliśmy, że musimy zrobić to dla naszego synka.
