Kiedy byłam mała, bardzo zazdrościłam dzieciom, które spacerowały trzymając rodziców za ręce. Nie pamiętam, kiedy rodzice byli razem, bo rozwiedli się, gdy miałam tylko dwa lata.
Potem każde z nich założyło nową rodzinę, a mnie przerzucano to tu, to tam, jakbym ciągle im przeszkadzała. Nie pamiętam, żeby mówili, że mnie kochają, ani żeby mnie chociaż raz przytulili. Mama szybko urodziła kolejne dwoje dzieci i całkowicie zapomniała o mnie.
Pomagałam jej w opiece nad braćmi zamiast bawić się na podwórku, przez co mając zaledwie pięć lat wiedziałam, kiedy podać im wodę czy zmienić pieluchy. Cokolwiek jednak robiłam, zawsze była niezadowolona i ciągle na mnie krzyczała. Jej mąż patrzył na mnie ponuro i często mnie popychał i policzkował. Z wielką ulgą oddali mnie tacie, kiedy chciał mnie zabrać do siebie na stałe.
Przez pół roku żyliśmy dobrze we dwoje, ale potem i on przyprowadził do domu kobietę, która miała już córkę. Tata chciał, żebym się zaprzyjaźniła z tą dziewczynką, ale jej matka od początku traktowała mnie jak na intruza. Zawsze porównywała, co tata kupił dla mnie, a co dla jej córki. Oczerniała mnie przy każdej możliwej okazji. Z niecierpliwością czekała na wakacje, żeby wysłać mnie do rodziców taty. Drugich dziadków też nie obchodziłam.
Pewnego dnia, wracając ze szkoły, nie mogłam wejść do domu, bo zgubiłam klucz. Byłam wtedy w pierwszej klasie szkoły podstawowej. Słyszałam, że ktoś jest w domu, zadzwoniłam do drzwi, ale macocha zaczęła krzyczeć, że skoro jestem taka nieodpowiedzialna, to będę stała na zewnątrz za karę, bo już dwa razy zgubiłam klucz do domu. Tata był na drugiej zmianie i miał wrócić późno wieczorem. Zmęczona i głodna, usiadłam na schodach i po długim płaczu zasnęłam.
Tak znalazł mnie dziadek, który szedł do nas, bo chciał porozmawiać o czymś z tatą. Widząc mnie, bardzo się zdenerwował i prawie wyważył drzwi kopniakiem. Obudziłam się zdezorientowana, nie wiedząc, co się dzieje. Potem dziadek chwycił jakąś torbę, spakował moje rzeczy i zabrał mnie ze sobą. Zabrał mnie do siebie i powiedział, że od teraz będą się mną opiekować. Następnego dnia ostro dyskutował z tatą i oświadczył, że nie chce widzieć ani jego, ani jego złej żony.
Od tego momentu zaczęły się najszczęśliwsze lata mojego życia. Każdego dnia dziadek woził mnie do szkoły, bo była daleko od ich domu. Babcia nie przestawała pytać, na co mam ochotę do jedzenia, robiła mi najsmaczniejsze bułeczki i placuszki. Nauczyła mnie kochać kwiaty i dbać o nie. Kupowali mi piękne ubrania i buty, ale najważniejsze było to, że dziadek godzinami rozmawiał ze mną. Każdego wieczoru, zanim zasnęłam, opowiadał mi bajki. To on zaszczepił we mnie miłość do czytania. W trzeciej klasie zapisali mnie na pianino, a w piątej na kurs angielskiego. Zabierali mnie na basen, na tańce i na wszystko, czego tylko zapragnęłam.
Nie wiem kiedy, ale zaczęłam nazywać ich „tatą” i „mamą”, a prawdziwych rodziców prawie nie widywałam. Po ukończeniu pedagogiki na Uniwersytecie wróciłam do dziadków. Zorganizowali mi duże wesele, na które mama nawet nie przyszła – mieli wtedy jakieś problemy finansowe. Tata przyszedł, ale sam, bez swojej żony i chyba tak było lepiej.
Teraz mogę powiedzieć, że babcia i dziadek to moi prawdziwi rodzice, bo tak czuję. Dali mi wszystko, ale przede wszystkim dali mi miłość i opiekę, czego potrzebuje każde dziecko. I chociaż bardzo się postarzały, nadal dbają o moją rodzinę. Dziadek przepisał dom na mnie w zamian za opiekę. Ja z kolei nazwałam syna jego imieniem.
Mam nadzieję, że nasze drugie dziecko będzie dziewczynką, żebym mogła uszczęśliwić babcię.



