Wyszłam za mąż bardzo wcześnie, ponieważ już na drugim roku studiów. Wzięłam ślub z moim pierwszym facetem, z którym się spotykałam i wydawało mi się wtedy, że jest dla mnie idealny oraz że bardzo go kocham. Nie miałam przed nim innych chłopaków, był moim pierwszym i od razu tym, z którym poszłam do ołtarza. Nie był moim rówieśnikiem, był starszy ode mnie o 9 lat.
Wszystko wydawało się cudowne i że spełnia się moje marzenie o założeniu uroczej rodziny. Moi rodzice trochę opierali się tak wczesnemu małżeństwu, ale w końcu poddali się, gdy ciągle im mówiłam o tym, że naprawdę kocham mojego narzeczonego, chcę z nim stworzyć rodzinę i nie jest to mój tymczasowy kaprys.
Jak pewnie większość z Was wie, życie rodzinne to nie bajka i oczywiście, jest wiele cudownych sytuacji, ale też pojawia się wiele nieporozumień i trudnych sytuacji, z którymi jakoś trzeba sobie poradzić. Od teraz nie mogłam spędzać nocy na zabawie z koleżankami i chodzić na imprezy, bo miałam męża, który kategorycznie się temu sprzeciwiał. Był bardzo zazdrosny. Poza tym uważał, że powinnam dbać o dom, gotować, sprzątać, a nie włóczyć się po klubach z koleżankami. Jeszcze studia do tego miałam… Ledwo nadążałam, żeby się ze wszystkim wyrobić.
Nie wytrzymałam jednak długo i po ukończeniu studiów rozwiodłam się z nim. Czarę goryczy przelała jedna kropla, którą była pewna sytuacja. To był dzień, kiedy po obronie pracy magisterskiej z innymi studentami poszłam świętować to ważne dla mnie wydarzenie. Mój mąż, zamiast pogratulować mi zdanych studiów, gdy tylko wróciłam do domu zaczął mnie oskarżać o to, że włóczę się z obcymi po mieście, zamiast być przy mężu. Uważam to po prostu za obrzydliwe, bo byłam jego żoną, a nie niewolnicą, która nie może nawet wyjść do ludzi, bo mąż zrobi jej karczemną awanturę. Nie zrobiłam też nic złego – siedziałam z kilkoma osobami w kawiarni i rozmawiałam, a on zrobił z tego nie wiadomo co.
Od tego momentu minęło ponad pięć lat. Nigdy nie wyszłam za mąż, a mój były założył już nową rodzinę – ożenił się z rozwódką z dzieckiem.
Im dłużej jestem sama, tym bardziej zdaję sobie sprawę, że niepotrzebnie się rozwiodłam i może faktycznie nie byłam dobrą żoną. Być może naprawdę trzeba było być spokojniejszą żoną i lepiej obchodzić się ze swoim mężem. Mimo tych wszystkich sytuacji i nieporozumień bardzo się przecież kochaliśmy i muszę przyznać, że wciąż go trochę kocham. Głupie? Może, ale szczere.

