Poznałam Artura tuż przed Nowym Rokiem i niemal natychmiast zaczęliśmy się spotykać. W pewnym momencie uwierzyłam, że jest moim przeznaczeniem – przyjazny, miły facet, który prawie zawsze mówił o naszej wspólnej przyszłości, a nawet obiecał wynająć mieszkanie, abyśmy mogli razem zamieszkać.
Na początku bałam się uporu tego nowego faceta, ale później zdecydowałam, że życie jest jedno i wszystko może się zdarzyć. Nie miałam pojęcia, jak blisko było to „wszystko”… Byliśmy razem od prawie trzech miesięcy, kiedy nagle Artur wyjechał w sprawach służbowych na Ukrainę – był reporterem wojennym, a tam właśnie wybuchła wojna. Nie mogłam znaleźć dla siebie miejsca, więc podjęłam trudną dla moich rodziców decyzję i zaczęłam być wolontariuszką, dzięki czemu do czasu do czasu wyjeżdżałam z darami dla ludzi na Ukrainę. Wtedy też mogłam widywać się z Arturem i były to najszczęśliwsze chwile w naszym życiu. Około pięciu miesięcy później Artur zaginął i nikt nie potrafił wyjaśnić, co się stało i gdzie jest. Po tej wiadomości poczułam, jakby moje serce się zatrzymało, w tym momencie moje życie zostało podzielone na „przed” i „po”. Kiedyś rozmawialiśmy o możliwości, że nie wróci, ale nie mieliśmy żadnego planu działania na taki wypadek.
Płakałam przez kilka dni, aż wzięłam się w garść i postanowiłam, że będę szukać mojego ukochanego, dopóki nie znajdę jego ciała. Było bardzo ciężko, ale nie narzekałem, tylko szukałam swojego ukochanego. Wiedziałam, że warto walczyć o niego, bo gdzieś w głębi duszy czułam, że on żyje.
Raz udało mi się wejść do małej wioski. Sprawdzając ruiny budynków jeden po drugim, znalazłam kobietę ukrywającą się w piwnicy, bardzo ucieszyła się na mój widok i powiedziała mi, gdzie przetrzymywani są więźniowie, w tym facet, który wyglądał jak mój ukochany.
Pobiegłam tam, zapominając o niebezpieczeństwie, zmęczeniu i strachu. Rzeczywiście, w starej i brudnej piwnicy, gdzie światło słoneczne nie docierało nawet przez szczeliny, było około 30 osób – miejscowi, dzieci i wzięci do niewoli żołnierze, a także dwóch dziennikarzy. Jednym z nich był Artur. Był w złym stanie i nie rozumiał, co się dzieje, ale tylko szeptał do mnie, żebym nie odchodziła.
Czas już minął. Artur został wyleczony i wrócił do domu. A my niedługo bierzemy ślub i zostaniemy prawdziwą rodziną.
