Po ukończeniu studiów i zyskaniu dyplomu udało mi się dostać na prestiżowy staż w dużej korporacji w Warszawie. Trzeba było więc się spakować i wyjechać. Była to dla mnie ekscytująca zmiana i szczerze mówiąc cieszyłam się, że spróbuję czegoś nowego.
Na szczęścia miałam oszczędności i nie martwiłam się o to, że zabraknie mi pieniędzy. Poza tym po 3 miesiącach pracy miałam dostawać więcej pieniędzy, co tym bardziej ugruntowało we mnie pewność, że sobie poradzę. Wcześniej czy później i tak musiałabym wyjechać z mojego miasta, ponieważ niestety, ale rynek pracy był tutaj bardzo słaby, więc pozyskanie jakiejś pracy, a tym bardziej dobrze płatnej i w zawodzie, graniczyłoby z cudem. Mnie na szczęście udało się znaleźć szybko pracę w Warszawie, więc jeden problem miałam z głowy.
Trochę martwiłam się, jak moi rodzice zareagują na wiadomość o moje wyprowadzce i to jeszcze 400 km od domu. Do tej pory wyjeżdżałam tylko w weekendy na studia zaoczne do miasta oddalonego o 40 km, a tutaj miałam się wyprowadzić do tak dużego miasta i to sama. Tak naprawdę całe życie z nimi żyłam i bałam się, że przez to źle zareagują na ewentualną rozłąkę.
Tamtego dnia w końcu zdecydowałam się o wszystkim powiedzieć rodzicom. Zrobiłam herbatę, zebrałam ich w salonie i zaczęłam mówić o mojej przyszłości. Długo się bałam im powiedzieć, że się wyprowadzam i owijałam to w sumie w bawełnę. Jednak kiedy w końcu powiedziałam rodzicom o swojej decyzji, ojciec jako pierwszy wypalił: „dzięki Bogu. A myślałem, że już nigdy się od nas nie wyprowadzisz!”. Pomyślałam jednak, że to takie żarty, bo ojciec ma właśnie takie poczucie humoru.
Potem, dokładnie dzień przed wyjazdem zorganizowali imprezę z okazji tego, że nie będę już z nimi mieszkać”. Cieszę się, że rodzice mają dobre poczucie humoru, ale może jednak to nie żarty i mieli mnie już dość?
