Myślałam, że dzieci doceniają to, co dla nich zrobiliśmy, ale przypadkiem podsłuchałam rozmowę syna i jego kolegi. Prawda była bardzo bolesna

Myślałam, że dzieci doceniają to, co dla nich zrobiliśmy, ale przypadkiem podsłuchałam rozmowę syna i jego kolegi. Prawda była bardzo bolesna

 mężem naprawdę robiliśmy wszystko, aby naszym dzieciom nic nie brakowało. Teraz wiem, że to był błąd. Kiedy byłam nawet młodsza, to pracowałam na dwóch etatach, aby spełnić każde życzenie naszych dzieci. Mamy syna i córkę. Przez ten cały czas byłam pewna, że dzieci są wdzięczne za to, co dla nich zrobiliśmy, ale niestety, wcale tak nie było. Przez ten cały czas udawali, że doceniają naszą pracę i starania, a tak naprawdę nas nie szanują, co wyszło w zasadzie przez przypadek.

Pewnego dnia wróciłam wcześniej z pracy do domu, ponieważ słabo się poczułam. Mąż był w pracy, a dzieciaki na zajęciach. Leżałam w sypialni, miałam uchylone drzwi, więc kiedy ktoś przyszedł po mnie do domu, wszystko słyszałam. Okazało się, że to syn ze swoim najlepszym przyjacielem. Nagle ktoś przyszedł do domu. To była córka ze swoją najlepszą przyjaciółką.

Nie mogli się spodziewać, że jestem w domu, więc zachowywali się swobodnie i głośno rozmawiali. Nie dało się nie usłyszeć ich rozmowy:

„No i co się tak rozsiadłaś? Nie widzisz, że dama przed Tobą stoi?”. Opowieść o pewnym incydencie w autobusie

– Widziałeś nowy telefon Marka? Też taki chcę.

– No wiem, widziałem, ale Grzesiek, on jest bardzo drogi.

– No i co z tego? Przecież sam go sobie nie kupię, tylko ojciec albo matka to zrobią. Matka szczególnie jest taką frajerką. Wystarczy, że powiem, że ułatwi mi to naukę, a ona od razu mi go kupi. Siostra robi to samo. Wiemy, jak sobie urobić starych. Wiesz, nawet ostatnio się zastanawialiśmy, czy nam po nowym laptopie nie kupią. Dopóki możemy, to będziemy ich naciągać na co tylko się da.

– Nie wiem, nie brzmi to uczciwie.

– No i co z tego? Trzeba kombinować i jakoś radzić sobie w życiu. Poza tym są rodzicami i ich obowiązkiem jest pomagać swoim dzieciom, jak nas urodzili, to niech nam zapewniają byt – powiedział mój Grzesiek i na koniec się zaśmiał.

Dobrze, że mój mąż tego nie słyszał, bo by się wściekł. Wstałam i poszłam do salonu, gdzie siedział mój syn z kolegą. Na mój widok Grzesiek od razu zbladł, a ja po prostu wzięłam laptopa i poszłam do siebie. Kiedy mąż wrócił do domu, mieliśmy rodzinną pogadankę. Grzesiek tłumaczył się, że nie to miał na myśli, ale nie wierzyliśmy mu i powiedzieliśmy, że od tego dnia nie dostanie od nas ani grosza. Niech sam na siebie zarabia. Obojgu dzieciom daliśmy pół roku na wyprowadzenie się, nie są już mali, więc niech sobie radzą sami.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

3 × trzy =

Myślałam, że dzieci doceniają to, co dla nich zrobiliśmy, ale przypadkiem podsłuchałam rozmowę syna i jego kolegi. Prawda była bardzo bolesna