Był wiosenny, słoneczny dzień. Tego dnia nagle dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Mieliśmy już córkę, miała zaledwie 2 lata. Mąż naprawdę chciał spadkobiercy, ale drugie dziecko planowaliśmy mieć nieco później. Jak to się mówi: „człowiek planuje, a Pan Bóg z tego żartuje”. Dzwoniłam do męża, żeby przekazać mu radosne wieści, ale on nie odbierał telefonów. Dzwoniłam kilka razy. Córka położyła się spać, a ja sama czekałam na męża. Wrócił późno, był pijany. Nic nie powiedziałam. Rano przeprosił za wczoraj, poinformowałam go, że będziemy mieli drugie dziecko. Słysząc moje słowa rzucił się na mnie, nazwał głupią i wyszedł trzaskając drzwiami. Byłam zagubiona.
Nie wiedziałam, co robić. Zadzwoniłam do przyjaciółki, a ona poradziła mi, żebym pozbyła się dziecka, aby utrzymać rodzinę. Nie chciałam tego słuchać. Mój mąż wrócił do domu trzy dni później, powiedział, że kocha inną i odszedł. Zniknął z mojego życia i już się nie pojawił. Regularnie płacił alimenty. Moje życie wywróciło się do góry nogami. Wróciłam do moich rodziców, bardzo mi pomogli, wsparli we wszystkim. Ciężko pracowałam i starałam się nie zwracać uwagi na współczujące spojrzenia skierowane w moją stronę, miałam dość litowania się nade mną i marnych porad. Mój były mąż nigdy nie przyszedł, nawet nie widział syna.
Wkrótce w moim życiu pojawił się mężczyzna. Poznałam go przypadkiem. Po prostu podszedł do mnie w sklepie, przedstawił się i powiedział, że bardzo mu się podobam. Zaczęliśmy się spotykać, a nasza relacjak przerodziła się w miłość. Po chwili oświadczył mi się. Nie wierzyłam własnym uszom. Po pierwszym małżeństwie w ogóle nie zamierzałam rozpoczynać nowego związku, ale zmieniłam zdanie. Przede mną stał prawdziwy mężczyzna. Bardzo dobrze traktuje moje dzieci i to jest oczywiście ze wzajemnością. Dzieci nazywają go tatą. Teraz jestem w ciąży i czekam na nasze wspólne dziecko. Jestem naprawdę szczęśliwa, ponieważ obok mnie jest mężczyzna, który kocha mnie szczerą i nieograniczoną miłością.



