Mojego syna znowu wyrzucili z uczelni, o czym dowiedziałam się dopiero tydzień temu. Nie dość, że się nie uczył, to jeszcze nazbierał mu się dług, bo nie płacił za studia mimo, że dawałam mu pieniądze (uczędzczał na studia zaoczne). Nie można o nim powiedzieć, że jakoś się tym szczególnie przejął, ogólnie spłynęło to po nim jak po kaczce a on tłumaczy to wszystko tym, że ma pecha, wykładowca się na niego uwziął, a skąd ten dług? Nie wie, na pewno błąd, bo on płacił za studia.
Syn wcale nie jest głupi. Studiuje chiński (jeszcze w liceum sam się go zaczął uczyć), a to przecież bardzo trudny język, a jemu udało się go już opanować w jakimś sensownym stopniu. Poza tym ogląda filmy i czyta książka po angielsku, płynnie posługujuje się z tym językiem. Mimo tego wyrzucili go ze studiów, a najgorsze w tym wszystkim jest to, że to nie jest pierwszy raz.
Poszedł do szkoły rok wcześniej, bo w wieku 6 lat, potem przeskoczył klasę, i ukończył szkołę w wieku 17 lat, a nauczyciele naprawdę chwalili go za wyniki w nauce i uważali, że jest niezwykle inteligentnym chłopakiem. Potem dostał się na studia. Studiował na poprzednim kierunku przez 2 lata, ale ich nie ukończył. Wtedy wpadł w złe towarzystwo i zamiast chodzić na zajęcia, ciągle gdzieś włóczył się z tymi nowopoznanymi kolegami, a wieczorami siedział w domu i grał na konsoli.
Potem postanowił iść na inne studia, tym razem na coś, co bardziej go interesowało. Wydawało mi się, że tym razem podszedł do tego odpowiedzialnie, jakby włączył myślenie. Faktycznie, teraz niby było lepiej, bo lubił to co kochał, ale z drugiej strony pojawiły się u niego trudności z nauką. Nie miał już takiej koncentracji, jak kiedyś, nie zapamiętywał także materiału już z taką łatwością, jak w szkole średniej. Ukrywał przede mną przez długi czas swoją sytuację i widziałam, że był jakiś zdenerwowany, ale kiedy go pytałam, co się dzieje, mówił, że mi się tylko wydaje i wszystko jest w porządku. Potem zadzwonili z uczelni, bo chcieli, aby syn odebrał dokumenty i wtedy o wszystkim się dowiedziałam. Powiedział też, że pieniądze, których nie wpłacił, wydawał na korepetycje, ale nie przyznał się do tego od razu, bo było mu wstyd, że sobie nie radzi. Nie mam pojęcia, co z nim zrobić – chciałabym, aby skończył studia, bo bez tego mimo wszystko wciąż trudno o dobrą pracę. Nie wiem jednak, czy jeśli znowu pójdzie na studia, to sytuacja się nie powtórzy i znowu go wyrzucą. To patowa sytuacja…
