Zaszłam w ciążę na ostatnim roku studiów. Ojcem dziecka był facet, z którym spotykałam się już od liceum. Przed ostatnimi świętami oświadczył mi się, byłam w siódmym niebie i wierzyłam, że razem stworzymy cudowną rodzinę. Niestety, kiedy kilka miesięcy powiedziałam mu o ciąży, ten mnie po prostu porzucił. Dowiedziałam się od wspólnych znajomych, że pojechał za granicę, jednak nikt nie chciał podać mi jego adresu czy nowego numeru telefonu, przez co nie mogłam się z nim skontaktować.
Kiedy brzuch stał się zauważalny, jego „przyjaciele” zaczęli gadać, że to na pewno nie jego dziecko, tylko z kimś się puściłam, dlatego dobrze, że mnie zostawił. Pracowałam, ale moje dochody nie wystarczały nawet na utrzymanie samej siebie, dlatego byłam zrozpaczona. Postanowiłam zwrócić się do mojej rodziny o pomoc, chociaż bardzo się bałam, bo moja rodzina była bardzo religijna. Mama uważała, że dziecko spłodzone poza małżeństwem to wstyd i grzech. Mimo wszystko miałam nadzieję, że ucieszą się, że będą mieli wnuka lub wnuczkę. Wszystko potoczyło się jednak źle i rodzice powiedzieli, że nie mają już córki i nie chcą mnie więcej widzieć na oczy.
Nie było mnie stać, by zapłacić za mieszkanie, potem nie mogłam już pracować, a wkrótce potem zostałam bezdomna. Zaczęłam jeść w przykościelnych stołówkach dla ubogich, a spałam tam, gdzie mi się udało znaleźć miejsce. Niestety, przez mój styl życia poroniłam.
Na wpół żywa, z martwym płodem w brzuchu, spotkała mnie przypadkiem moja przyjaciółka z dzieciństwa, której nie widziałam od dziesięciu lat. Przygarnęła mnie, załatwiła mi pracę i zadbała o jak najlepszą opiekę lekarską dla mnie.
Dzięki niej stanęłam na nogi, skończyłam studia i znalazłam dobrą pracę. Od pięciu lat pracuję w prestiżowej, francuskiej korporacji, w której zajmuję wysokie stanowisko. Jedyne, co mnie zasmuca to fakt, iż już nigdy nie będę mogła mieć dziecka – to poronienie niestety zrujnowało mój organizm.
Pół roku temu skontaktował się ze mną ten sam facet, który wcześniej mnie porzucił. Prosił o przebaczenie i mówił, że źle wtedy postąpił, ale bardzo tego żałuje. Błagał o kolejną szansę. Podobnie jak moja rodzina, która niedawno się do mnie odezwała i wyrazili skruchę oraz prosili, abym ich odwiedziła.
Nie było ich przy mnie, kiedy byłam na krawędzi. Zostawili mnie! Nigdy im nie wybaczę tego, co zrobili mnie i mojemu nienarodzonemu dziecku, dlatego wolę żyć sama, niż mieć tak fałszywe osoby w swoim najbliższym otoczeniu.
