Ogólnie to jestem szczęśliwy w małżeństwie, ale jest jeden istotny szczegół – rodzina mojej żony próbuje to wszystko zniszczyć. Ciągle wyciągają od niej pieniądze.
Z żoną mieszkamy w lokum, które należy do mnie, a które kupiłem jeszcze przed ślubem. Układa nam się całkiem nieźle, nie kłócimy się też często. Dobrze nam się układa, rzadko się kłócimy. Niestety, kiedy w grę wchodzi matka i brat mojej żony, wszystko się psuje.
Chodzi o to, że moja żona oddaje im znaczną część wypłaty, a ona zostaje praktyczne na moim utrzymaniu. Razem zarabiamy sporo, ale ona sama nie ma największej wypłaty. Z tego, co jej zostanie, musi jeszcze opłacić paliwo i oczywiście mieć pieniądze na swoje zachcianki. Z kolei ja płacę za wszystko inne – za czynsz, media, jedzenie i wakacje.
Nie mam nic przeciwko temu, aby żona pomagała krewnym, ale to powinno mieć swoją granicę. Moi rodzice są na emeryturze, ale ciągle sobie dorabiają, jak tylko mogą, bo nie chcą być od nikogo zależni. Moja teściowa z kolei na emeryturze zupełnie sobie na radzi. Jest w pełni sił, dobrze wygląda, ale woli być na utrzymaniu mojej żony, zamiast sama rozsądnie dysponować pieniędzmi.
Oddałam bratanków do domu dziecka i jestem pewna, że postąpiłam słusznie
Emerytura jej nie wystarcza, bo rozbija się taksówkami, zamiast jeździć komunikacją miejską. Wydaje też fortunę na nowe ciuchy i kosmetyki, bo chce wciąż się podobać facetom. Brat mojej żony wcale nie jest lepszy – ma 34 lata, ale nigdy jeszcze nie pracował i nie zamierza tego zmienić. Za to zrobił już troje dzieci z trzema innymi kobietami, na które musi płacić alimenty. Moja żona to bardzo życzliwa i hojna kobieta, która nigdy nie odmawia im pomocy.
Ostatnio jej mama przyjechała do nas taksówką, za którą zapłaciła oczywiście moja żona. Przy kawie teściowa znowu zaczęła narzekać, że z jej marnej emerytury nie da się po prostu żyć i że ciągle brakuje jej pieniędzy. Żonie zapewne zrobiło się smutno i przykro z powodu tego, co mówiła jej matka, dlatego na odchodne dała jej 400 zł. I tak jest ciągle.
Zdaję sobie sprawę, że tak będzie zawsze, ale mimo tego postanowiłem porozmawiać z teściową i szwagrem. Oni jednak mają gdzieś to, co o tym wszystkim myślę i robią dalej to samo. Mnie coraz ciężej jest praktycznie samemu nas utrzymywać i muszę coraz więcej pracować, a wolałbym więcej odpoczywać.
Teraz sytuacja się pogorszyła, a ja chcę mieć dzieci, co w takiej sytuacji nie jest zbyt możliwe. Dzieci to ogromne wydatki, więc co, mam jeszcze więcej pracować? Nie wiem, jak rozwiązać tę sytuację.



