Z żoną prowadzimy wspólny budżet. Wszystkie pieniądze odkładamy pod ciuchami w szafie, wcześniej wkładając je do koperty, bo nie ufamy bankom i nie chcemy wpłacać tego na żadne konto. Nam to zupełnie nie przeszkadza, nikt nigdy nie włamał się nam też do mieszkania, więc nie czujemy, że nasze pieniądze są jakoś zagrożone. Z tej odłożonej kwoty bierzemy czasami pieniądze od czasu do zabierając coś na zakupy czy jakieś nagłe wydatki. Uczciwie odkładałem tam pieniądze ze swojej pensji i myślałem, że moja żona także tak robi. Niestety, prawda okazała się inna.
Przypadkowo dowiedziałem się, że moja żona ma osobiste konto, o którym zupełnie nic nie wiedziałem. Pewnie, gdybym przypadkiem nie zauważył, jak akurat zalogowała się do aplikacji mobilnej na telefonie, zapewne w ogóle nie miałbym pewnie o tym pojęcia. Zresztą kwota, którą na nim zgromadziła, nie była mała, bo było tam 10 000 złotych. Naprawdę nie zarabiamy kokosów, pracujemy w sklepach na obsłudze, więc nie wiem, jakim cudem udało jej się zaoczędzić taką kwotę. Kiedy ją o to pytałem, nie odpowiedziała i nie wiem, skąd ma takie pieniądze. Wciąż próbuję się dowiedzieć, skąd je ma, ale żona albo szybko zmienia temat, albo nic nie odpowiada. Ostatnio nawet się na mnie obraziła o to, że zaczynam znowu ten temat i nie odzywała się do mnie kilka dni.
Czuję się z tym bardzo źle, że żona tak mnie traktuje i ma przede mną taki sekret. Myślałem, że nie mamy przed sobą żadnych tajemnic i zachowujemy się względem siebie uczciwie. Tym bardziej jest mi przez to wszystko przykro, bo rok temu zaciągnęliśmy kredyt hipoteczny na nasze mieszkanie. Ciężko nam go spłacać, bo jak powiedziałem, nie zarabiamy dużo, więc nawet te 10 tysięcy spłacone wcześniej po prostu by się przydało.
Teraz sobie myślę, że faktycznie lepiej było nie wiedzieć, bo w mojej głowię kłębi się tyle pytań, przez które zacząłem żone podejrzewać nawet o różne złe rzeczy. Po co kobiety odkładają pieniądze w tajemnicy przed mężem – czy ktoś może mi to wytłumaczyć?
