Moja żona niedawno znalazła swoją przyjaciółkę z czasów szkolnym w Internecie i obie postanowiły odnowić swoją przyjaźń. Spotkały się kilka razy w kawiarni, w weekend poszły na zakupy i wtedy zdecydowały, że czas, abyśmy my – czyli ich mężowie – poznali się. Nie od razu spodobał mi się ten pomysł, bo nie chciałem spędzać wolnego czasu z nieznajomymi zwłaszcza, że nie zawsze mam czas na spotkania z moimi przyjaciółmi, więc to im wolałbym poświęcić jakąś swoją wolną chwilę. Kiedy jednak zobaczyłem reakcję mojej żony na odmowę, musiałem obiecać, że chociaż raz ich odwiedzimy, a potem już nie wrócimy do tego tematu. Jak potem czas pokazał, nie powinienem jej ulegać w tym temacie.
Wszystko zaczęło się od tego, że przygotowując się do wizyty prawie się pokłóciliśmy, bo moja żona była ciągle niezadowolona z tego, jak się ubrałem. Najwyraźniej chciała pokazać koleżance, jakiego ma męża, nie mówiąc już o tym, że sama wydała mnóstwo pieniędzy na sukienkę, żeby nie wyglądać gorzej niż jej szkolna przyjaciółka. Pojechałem więc tam bez nastroju, potem było tylko gorzej. Kiedy poznałem męża przyjaciółki mojej Gabrysi zdałem sobie sprawę, że jesteśmy bardzo różnymi ludźmi i po prostu nie mamy o czym rozmawiać. Siedzieliśmy tak przez cały wieczór, prawie nie rozmawiając i tylko słuchając wspomnień naszych żon z lat szkolnych, plotek o ich wspólnych znajomych i o tym, kto co teraz robi, kto jest z kim w związku, albo kto się już rozwiódł. Przeżyłbym bez tych szczegółowych opisów cudzego życia, ale musiałem przesiedzieć cały wieczór udając, że też mnie to interesuje.
Nienawidzę kochanki mojego byłego męża, ponieważ zniszczyła mi życie
Powiedziałem żonie, że nie zamierzam już chodzić na takie spotkania, ale Gabrysia powiedziała, że skoro my u nich byliśmy w gościach, to niegrzecznym byłoby się nie zrewanżować i nie zaprosić ich do nas. Na szczęście odmówili przyjścia, ale zaproponowali wspólne wyjście do kina. No cóż, było trochę zabawniej, bo można było obejrzeć film i nie trzeba było szukać tematu do podtrzymania rozmowy. Mam nadzieję, że to będzie koniec naszych spotkań i niech one się spotykają, skoro chcą, ale nas do niczego niech nie zmuszają.
Zupełnie ich nie rozumiem – jeszcze tego udawania, że mają tak cudowne życie i próbowania spoić swoje rodziny, chociaż od początku było widać, że ja i ten facet się nie dogadamy. Uważam, że Internet teraz tylko szkodzi i sprawia, że ludzie udają kogoś, kim nie są i niczego dobrego to nie przynosi.



