Pewnie wiele z Was po przeczytaniu tej historii pomyśli, że grzechem jest narzekać na taką teściową, bo jest bardzo pozytywną, miłą kobietą i wspaniale mnie traktuje. Po ślubie zaczęła okazywać jeszcze większą troskę, przez co niestety „duszę się” w tej relacji. Owszem, jest cudowną osobą, ale niestety, zagłaskać na śmierć też kogoś można.
Teściowa mieszka niedaleko, przez co jesteśmy w stałym kontakcie i regularnie się widujemy. Często odwiedza nas bez zapowiedzi, przynosi jedzenie i swoje wypieki, ale bywa też tak, że dzwoni i prosi, aby złożyć jej wizytę. Oczywiście, z jednej strony to bardzo miłe, że o nas myśli, ale są tego także minusy, chociażby z jedzeniem. Bywa, że zrobię obiad, ale potem mąż go nie je, bo teściowa przychodzi z jedzeniem ugotowanym przez siebie i oczywiście, aby nie robić jej przykrości, mąż zawsze zjada posiłek od niej. Natomiast to, które ja przygotuję, po prostu się marnuje. Gdyby jeszcze dawała wcześniej znać, to nic bym nie gotowała, a tak stawia nas przed faktem dokonanym.
Niestety, jedzenie to tylko jeden przykład, bo teściowa coraz bardziej ingeruje w nasze życie. Nawet wtrąciła się w wystrój domu ze swoimi trzema groszami! Wystarczyło tylko, że powiedziałam, iż w weekend wybieram się na zakup, bo chcę znaleźć nowe zasłony, poduszki oraz narzutę, a ona już w czwartek wieczorem przyszła z zakupionymi dopiero co dla mnie tymi właśnie rzeczami. To miłe, ale chciałam sama coś wybrać, pochodzić po galerii, bo dawno nie byłam na zakupach i po prostu pooglądać to, co teraz jest dostępne w takich sklepach, ale nie będę miała okazji.
Bardzo mnie to wszystko irytuje, bo nie mam dwóch lewych rąk i sama mogę coś ugotować, upiec, pojechać do sklepu i wybrać rzeczy do swojego domu. Czuję się tak, jakbyśmy żyli nie we dwójkę, a trójkę.
Jak wytłumaczyć teściowej, że jest jej za dużo w naszym życiu, jednocześnie jej nie raniąc?
