Dzisiaj pokłóciłam się z matką o to, że nie żywi żadnych uczuć do mojego najmłodszego dziecka.
Mam 32 lata, wzięłam ślub po raz drugi i z obecnym mężem jestem już ponad 7 lat razem. Wychowujemy troje dzieci, same dziewczynki. Najstarsza ma 11 lat (to córka z pierwszego małżeństwa), średnia 2 lata i 7 miesięcy, a najmłodsza córeczka ma dopiero 1,5 roku.
Ostatnia córka była nieplanowana. W zasadzie kiedy dowiedziałam się o ciąży, byłam bardzo zdenerwowana – płakałam przez tydzień, byłam apatyczna, bo martwiłam się, że średnia córka nie otrzyma ode mnie wystarczającej uwagi, miłości oraz troski. Myślałam nawet o aborcji, ale jednak stwierdziłam, że skoro nie stoję pod ścianą i mamy wystarczająco dużo pieniędzy, by utrzymać kolejne dziecko, to jednak miałabym potem wyrzuty sumienia, że przerwałam ciążę. Przemknęło mi jeszcze przez myśl, żeby oddać dziecko na wychowanie siostrze, bo ta od dawna starała się zajść w ciąże, a bardzo chcą mieć drugie dziecko. Są stabilni finansowo, bo mieszkają za granicą, mają własny dom i są bardzo dojrzali i odpowiedzialni. Mój mąż jednak wybił mi to z głowy i nalegał na to, abyśmy we dwoje wychowali nasze dziecko i tak też się w końcu stało.
Po porodzie nie czułam jakiś ogromnych uczuć do tego dziecka, ale też nie czułam jakiś skrajnie negatywnych emocji. W zasadzie jedyne co czułam do najmłodszej córki, to obojętność. Zajmowałam się nią, ale robiłam to wszystko tylko i wyłącznie dlatego, bo tak trzeba, tak wypadało. Mąż pomimo tylu zapewnień, że chce wychowywać to dziecko, traktował je też z obojętnością. Stopniowo pogodziłam się z myślą, że mam teraz troje dzieci, nawet zaczęłam się do niej przywiązywać, ale głównym powodem tego zachowania tak naprawdę było poczucie winy i wyrzuty sumienia, że jestem złą matką. Kocham moje dzieci ponad życie, ale żałuję, że zdecydowałam się na to ostatnie.
Jeszcze po rozwodzie z pierwszym mężem mieszkałam przez chwilę z moją mamą. Moja najstarsza córka jest jej ulubioną wnuczką, poza tym córka jest bardzo podobna do swojej babcia, nawet pod względem temperamentu i charakteru. Kiedy najstarsza córka miała 4 lata, mama wyjechała za granicę i była tam przez 5 lat. Ja w tym czasie wyszłam za mąż po raz drugi i z nowym mężem kupiłam mieszkanie. Mama wróciła do kraju kiedy na świecie pojawiła się moja druga córka. Pomagała mi się nią opiekować, troszczyła się o nią i tak to trwało przez rok. Potem mama znowu wyleciała za granicę, żeby jeszcze trochę dorobić, więc kiedy urodziła sie najmłodsza córka, nie poznała jej, nie miała z nią jakiejś specjalnej więzi. Kiedy wróciła i już widziała dziecko, wciąż nie mogła jej polubić, wręcz wnuczka ją denerwowała. Problem nie polega na tym, że jej nie kocha, ale że otwarcie o tym ciągle mówi. Potrafi powiedzieć coś w stylu: „ze wszystkich Twoich córek nie mogę znieść najmłodszej, jest taka irytując!”.
Przed każdymi odwiedzinami matka powtarza, że nie czuje żadnych emocji wobec dziecka. Interesuje się tylko starszymi wnuczkami, a o młodszej jakby całkiem zapomina. Nie przywiązywałam do tego jednak większej wagi. Ostatnio mama powiedziała, że lepiej by było, gdybym oddała małą siostrze. W dodatku córka była chora i płakała, a moja matka zamiast ją uspokoić, to przy mnie powiedziała: „zamknij się, nikt Cię tutaj nie kocha!”. Kazałam się jej uspokoić, bo to małe dziecko i nikomu nie powinno się mówić takich rzeczy, ale myślę, że matki to nie obchodzi.
Dobrze, też nie jestem święta i nie kocham najmłodszej córki tak bardzo jak reszty dzieci, jednak to, jak zachowuje się moja matka to już przesada. Myślę, że jeśli to się będzie powtarzać, to zerwę kontakt z matką i zabronię kontaktu z pozostałymi wnuczkami, może to ją czegoś nauczy.
Nie wiem, co się dzieje. Co powinnam jeszcze zrobić, jak się zachować? Kto się z tym spotkał, może jest mi w stanie coś?



