Mój mąż wpatrywał się w jeden punkt. Nie wiedziałam, o co mu chodzi, ale spojrzałam w to miejsce i zauważyłam swoją kopię!

Mój mąż wpatrywał się w jeden punkt. Nie wiedziałam, o co mu chodzi, ale spojrzałam w to miejsce i zauważyłam swoją kopię!

Z mężem czekaliśmy 14 lat, aż los da nam dziecko, ale wtedy medycyna okazała się być bezsilna. Wypróbowaliśmy wszystkie metody leczenia, ale to zdawało się na nic. Mój mąż pracował w policji, a ja jako nauczycielka w szkole, dlatego nie można o nas powiedzieć, że jesteśmy bogaczami. Mimo tego wszystko to, co mieliśmy, wydawane przez nas było na leczenie i badania.

Mam już 37 lat i z każdym rokiem moje nadzieje na zostanie mamą zmniejszały się. Po kolejnej wizycie u lekarza byłam całkowicie zdesperowana i smutna, a mój mąż to widział i postanowił, że to dobry moment na to, aby przedyskutować to, o czym myślał od dawna. Zrobił dobry obiad, zaparzył mojej ulubionej herbaty i usiadł ze mną do rozmowy, podczas której zaproponował adopcję dziecka. Rozpromieniłam się z radości, bo sama o tym myślałam. Mąż uśmiechnął się i przytulił mnie mocno.

Zaczęliśmy się dowiadywać, jakie dokumenty będą niezbędne do adopcji, dużo o tym wszystkim czytaliśmy, a potem pojechaliśmy do domu dziecka. Mąż miał tam znajomości, dlatego wiedzieliśmy, że gdybyśmy się zdecydowali na przysposobienie jakiegoś dziecka, to nie będzie większych problemów. W domu dziecka przywitała nas bardzo miła kobieta, którą była dyrektorka tej placówki. Po krótkiej rozmowie zaprowadziła nas do dzieci. W małym pokoju znajdowało się około 20 dzieci. Wszystkie biegały, bawiły się, czasami na nas spoglądały. Wtedy zauważyłam, że mąż ciągle patrzy w jeden punkt.

Mojej żonie nie podobało się to, że pomagałem finansowo mojej mamie. Nie widziała już jednak problemu w tym, że dawałem też pieniądze teściowej, ale dla niej to co innego

Szarpnęłam go za rękaw pytając, o co chodzi. Wskazał tylko palcem na jedną dziewczynkę. Spojrzałam na nią i także nie mogłam oderwać od niej wzroku – przede mną stała moja mała kopia! Dziewczynka miała około pięciu lat, miała loki, ciemne włosy i jasne, zielone oczy. Naprawdę byłyśmy do siebie bardzo podobne. Wszystko to można by przypisać zbiegowi okoliczności, gdyby nie pieprzyki nad wargą – dokładnie takie same dwa pieprzyki jak u mnie! Kiedy tak na nią patrzyliśmy, dziewczynka również zwróciła na nas uwagę. Zrozumiałam, że musimy zabrać ją do domu, mąż też tak uważał.Obiecał też, że spróbuje dowiedzieć się czegoś o rodzicach dziewczynki.

Zaczęliśmy zbierać papiery do adopcji, chcieliśmy uporać się z tym jak najszybciej. Wkrótce mąż przyniósł do domu starą teczkę z dokumentami i okazało się, że nie byłam jedynym dzieckiem mojej matki. Dwa lata po mnie matka urodziła kolejną dziewczynkę, ale ta okazała się chora, więc po prostu postanowiła oddać ją do domu dziecka. W tym czasie bardzo piła i nawet nie wiedziała, że jest w ciąży, ani też nie miała pojęcia, kto może być ojcem dziewczynki. Całej prawdy na pewno już nie poznam, bo matka od lat nie żyje, ale chociaż dowiedziałam się, że mam siostrę, która z kolei miała córkę.

Dwa lata później wyszło na jaw, że moja siostra zmarła na raka płuc i zostawiła posobie małą, która teraz jest naszą córką. Nie mogłam poznać siostry, ale chociaż mam jej cząstkę w postaci jej córeczki.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzynaście + szesnaście =

Mój mąż wpatrywał się w jeden punkt. Nie wiedziałam, o co mu chodzi, ale spojrzałam w to miejsce i zauważyłam swoją kopię!