Kiedy miałem 27 lat, byłem już posiadaczem własnego mieszkania znadującego się w dobrej okolicy, a w dodatku po gruntowym remoncie. Niektórzy na swoje mieszkania muszą oszczędzać latami i brać kredyt hipoteczny, z którym użerają się przez kolejne lata, a ja dostałem taki „prezent” od mojej byłej żony.
Jest ona kobietą sukcesu, prawdziwą biznesmenką, która prowadzi firmę w branży marketingu i obecnie ma kilka jej filii w całym kraju. Wzięliśmy ślub, gdy oboje mieliśmy po zaledwie 21 lat. Oboje byliśmy jeszcze młodzi, nie znaliśmy życia i nie wiedzieliśmy też, jak powinien wyglądać związek. Po dwóch latach uznaliśmy, że to nie to, że jednak nie chcemy spędzić ze sobą reszty życia i rozstaliśmy się w pokojowej atmosferze. Hania miała kilka nieruchomości w całej Polsce, więc stwierdziła, że mogę sobie wziąć to dwupokojowe mieszkanie, za co jestem jej bardzo wdzięczny, bo nie każdy zdecydowałby się zrobić taki prezent swojemu byłemu mężowi.
Kiedy powiedziałem o tym rodzicom, dziwnie zareagowali. Mama od razu powiedziała, że straciłem taką cudowną kobietę, w dodatku bogatą i zaradną. Ojciec dodał, że na pewno drugiej takiej jak ona już nie znajdę. Oboje stwierdzili, żeby nie chwalić się nikomu, iż to mieszkanie dostałem od swojej byłej żony, tylko żeby mówić, że odziedziczyłem je po babci, bo jeśli reszta rodziny pozna prawdę, będą rozpowiadać o mnie wstrętne plotki. Mieli rację – znałem swoją rodzinę i wiedziałem, do czego są zdolni. Podczas każdego rodzinnego spotkania tylko szukają okazji, aby komuś dopiec. Nie chciałem więc, aby ktoś mnie nazywał „wyzyskiwaczem” czy „utrzymankiem”, dlatego powtarzałem tę zmyśloną bajeczkę o mieszkaniu odziedziczonym po babci ze stronie mamy.
Pół roku temu poznałem Kamilę na urodzinach naszej wspólnej znajomej. Cały wieczór rozmawialiśmy ze sobą i właśnie wtedy między nami zaiskrzyło. Później relacja między nami zaczęła się coraz bardziej rozwijać – spotykaliśmy się prawie każdego dnia, jeździliśmy w weekendy na wycieczki poza miasto i ogólnie snuliśmy razem różne plany. Krótko mówiąc, zostaliśmy parą.
Jakiś czas później zaproponowałem jej, aby się do mnie przeprowadziła. Na początku wszystko było w porządku i Kamila nawet zaproponowała, że sama będzie płacił za wszystkie media, często też kupowała jedzenie i utrzymywała porządek. Wspólne życie zapowiadało się wręcz cudownie.
Lecz pewnego dnia, podczas sprzątania, Kamila znalazła akt notarialny i zobaczyła, że mieszkanie nie jest po babci, tylko jest darowizną od byłej żony. Od tej pory szuka innego mieszkania, do którego moglibyśmy się wprowadzić i pokazuje mi przeróżne ogłoszenia. Nawet podczas spacerów przedstawia zalety innych dzielnic w mieście. Robi wszystko, żebym zgodził się na przeprowadzkę. Chyba przeszkadza jej to, że to mieszkanie ma swoją historię i że mieszkałem tutaj z byłą żoną. Ja jednak nie chcę się przeprowadzać, bo naprawdę lubię to mieszkanie oraz kocham tę dzielnicę.
Jak teraz powinienem się zachować?
