Moja córka wyszła za mąż w wieku dwudziestu ośmiu lat. Zarówno ona, jak i jej mąż naprawdę dobrze zarabiali. Postanowili, że najpierw zarobią sobie na przestronne mieszkanie i zapewnią sobie finansową stabilność, a dopiero potem pomyślą o dzieciach. Po dwóch latach ciężkiej pracy byli już właścicielami trzypokojowego mieszkania. Niestety, wówczas okazało się, że w ich przypadku spłodzenie dziecka nie będzie tak łatwe, jak im się wydawało. Chodzili do różnych lekarzy, robili różne badania i wydawali mnóstwo pieniędzy, ale to nie przynosiło żadnych rezultatów. Mieli piękne mieszkanir, ale nie mieli dzieci.
Pięć lat temu córka rozwiodła się z zięciem, ponieważ on chciał bardzo dzieci i uznał, że może z młodszą partnerką to mu się uda. Sprzedali mieszkanie i każde z nich zaczęło żyć swoim życiem. Jak teraz radzi sobie zięć – nie wiem, ale wcale mnie to nie obchodzi.
Po rozwodzie nagle doszło do cudu – moja córka zaszła w ciążę, a 9 miesięcy później urodziła syna. Jak to się udało? Kogo to było dziecko? Nie zdradzała jednak szczegółów, a ja nie zamierzałam się wtrącać i wyciągać z niej na siłę te informacje. Córka była bardzo atrakcyjna i zawsze zwracała na siebie uwagę mężczyzn. Dla mnie zresztą to wszystko jest nieważne – najważniejsze, że ma dziecko. W tym całym szczęściu jest tylko jeden minus.
Moja córka ma pięćdziesiąt jeden lat, a ja osiemdziesiąt. Po jej ciąży znalazłyśmy się w dość trudnej sytuacji, ponieważ żyliśmy wszyscy tylko z mojej emerytury, jednak to za mało. Jakiś czas później córka postanowiła wrócić do pracy, a ja zaczęłam opiekować się dzieckiem.
Moje sędziwe lata dawały mi się we znaki. Dopóki dziecko nie umiało chodzić, mogłam się nim opiekować. Jednak kiedy wnuk zaczął chodzić, nie jestem w stanie się nim opiekować. Wnuk biega po całym mieszkaniu jak szalony i a to w coś wbiegnie, a to rozbije, coś zrzuci, a ja po prostu nie nadążam za nim. Powiedziałam córce, że nie mogę dłużej opiekować się chłopcem. Pewnie ktoś nazwie mnie egoistką, ale ja już po prostu nie daję rady.

