Moja córka skończyła czternaście lat w czerwcu ubiegłego roku i od tego czasu wydaje się, że ktoś ją podmienił. Po tej normalnej i skromnej dziewczynie, którą kiedyś była, nie ma już śladu! Z żoną próbowaliśmy wychować ją na miłą, sympatyczną i odpowiedzialną dziewczynę. Staraliśmy się też ograniczać oglądanie przez nią jakiś głupot w telewizji, które piorą mózg i sprawiają, że młode dziewczyny zaczynają myśleć jak puste lale. Niestety, nasze starania zdały się na nic.
Zaczęła zachowywać się jak taka właśnie pusta laleczka. Ciągle tylko zajmuje się swoim wyglądem, non-stop robie sobie selfie z dzióbkiem, które wrzuca na różne portale społecznościowe i dodaje do nich „głębokie” cytaty.
Wiecie, co mnie najbardziej wkurza? To, że ona nawet porządnie pisać nie potrafi, a gra już dorosłą kobietę. Wali błędy w najprostszym zdaniu, ale już myśli o facetach!
Swoją nadopiekuńczością doprowadziłam do tego, że moja córka wyrosła na społeczną kalekę
Nie chce się uczyć i szczerze mówiąc to chyba cud, że ona ostatnio dostaje lepszą ocenę niż 2 ze sprawdzianów. Nie ma w niej żadnej wartościowej wiedzy, a i ona już nie bardzo rwie się do dalszego jej zdobywania. Brak w niej motywacji do nauki, mimo tego, że robimy wszystko, aby to się zmieniło. Zapisaliśmy ją nawet na korepetycje, ale przez jej postawę to tylko wyrzucanie pieniędzy w błoto.
Zaczęła dzielić znajomych na „dziwaków” i „normalnych”, a wśród rzekomo normalnych przyjaciółel są takie dziewczyny, które są od niej o kilka lat starsze i prowadzą bardzo frywolny tryb życia. Imponują jej tym, że spotykają się z dorosłymi facetami, którzy je sponsorują, a kiedy nudzą się nim – rzucają ich.
Córka już nam zdradziła swój „cudowny” plan na życie – zamierza nie kontynuować nauki, tzn. nie wybiera się na studia. Uważa, że to strata czasu, bo na studiach nie nauczy się przecież tego, jak postępować w prawdziwym życiu. Dla niej prawdziwe życie to imprezy i chłopcy, nic więcej.
Ostatnio też ma do nas pretensje, że gdybyśmy byli bogaci, to może by jednak chciała studiować, ale tak to jej się to nie opłaca i nie zamierza żyć w „śmierdzącej biedzie”. Boli nas to, że mówi iż żałuje, że urodziła się w takiej a nie innej rodzinie. Naprawdę usłyszeć coś takiego od córki to bolesna sprawa. Czuję się, jak gdyby wyrwała mi serce z piersi…



